Kolarstwo

Pozostałe dyscypliny sportu.
Awatar użytkownika
Jacuszyn
Posty: 4258
Rejestracja: 18 lip 2011, 17:51

Re: Kolarstwo

Post autor: Jacuszyn » 17 wrz 2018, 20:27

DUN I LOVE pisze:Yates wygrał Vueltę. Dominacja Brytoli. :P
Ciekawa była ta Vuelta. Jak zawsze zresztą. Nie widziałem może ze dwóch etapów.
MTT:
W(12): Eastbourne 2010 i 11 innych.

Tour de France 1986, 1989, 1990.
Awatar użytkownika
Jacuszyn
Posty: 4258
Rejestracja: 18 lip 2011, 17:51

Re: Kolarstwo

Post autor: Jacuszyn » 13 paź 2018, 10:23

Cały Lance:



:D
MTT:
W(12): Eastbourne 2010 i 11 innych.

Tour de France 1986, 1989, 1990.
Awatar użytkownika
Robertinho
Posty: 16277
Rejestracja: 15 lip 2011, 16:13

Re: Kolarstwo

Post autor: Robertinho » 30 paź 2018, 8:41

Piątek siedzi, pytanie, kogo sypnie, po poza wątkiem seksualnym, jest finansowy.
Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Awatar użytkownika
Jacuszyn
Posty: 4258
Rejestracja: 18 lip 2011, 17:51

Re: Kolarstwo

Post autor: Jacuszyn » 12 lis 2018, 19:08

Podsumowanie sezonu 2018 – część I: Wielkie Toury.

Ogólne wrażenie.
Często kibice kolarstwa narzekają, że Wielkie Toury stały się hermetycznie zamkniętą puszką, z której wszystko co najważniejsze wyciąga Team Sky. W tym sezonie pod tym względem było o wiele ciekawiej, niż w roku 2017. O ile Tour był pod zupełną kontrolą (po raz kolejny) ekipy Dave’a Brailsforda, tak w pozostałych było różnie. Wszystkie trzy wielkie tegoroczne Toury wspominam raczej miło, choć nie obyło się poczucia niesmaku, ale do rzeczy.

Brytyjska dominacja.
Otóż to, tym razem Wielkie Toury to nie tyle dominacja jednej ekipy i jednego kolarza. Tutaj musimy powiedzieć o dominacji jednej nacji, którą byli niewątpliwie Brytyjczycy. W Giro przez ¾ wyścigu rządził Simon Yates, który w bardzo przekonywującym stylu wygrał później Vueltę. Tam nie dał właściwie szans na walkę pozostałym a grono kontrkandydatów było naprawdę zacne. Jego brat co prawda zawiódł w Tour de France, ale tam robotę wykonali za niego inni, a właściwie inny – Geraint Thomas. Wykorzystał słabość Chrisa i wygrał. O Chrisie więcej będzie poniżej, ale Geraint wyrósł wreszcie na godnego lidera na Wielkie Toury. Wysyłanie go na Giro 2 lata wcześniej było chybionym pomysłem, bo wtedy nie był tak dojrzały kolarsko. Przede wszystkim dojrzał psychicznie.

Dublet Giro – Tour nierealny?
Kto jeśli nie Froome, miałby go ustrzelić? Wielu zadawało sobie to pytanie przed sezonem. Jak widać Chrisowi wyszła tylko pierwsza część planu – zwycięstwo w Giro. Na Tourze było widać już ewidentną słabość i nie pomogła nawet o tydzień dłuższa przerwa pomiędzy wyścigami spowodowana Mistrzostwami Świata w Rosji. Skończyło się na trzecim miejscu. Nie zapominajmy, że Tom Dumoulin jadąc równym, swoim tempem potrafił ukończyć oba wyścigi na drugich miejscach. Do dubletu jednak zawsze czegoś brakowało. W obecnych czasach wychodzi jednak, że dublet jest nierealny. Zbyt mocna konkurencja w obu wyścigach by tego dokonać. O wiele łatwiej łączyć Tour z Vueltą. Do Hiszpanii często wysyłane są drugorzędne składy.

Objawienia.
Tych zdecydowanie nie brakowało w tym roku w Wielkich Tourach. Nie będę się może rozpisywał na temat Miguela Angela Lopeza, który ukończył dwa Wielkie Toury na podiach, ponieważ on już był znany wcześniej z dobrej jazdy w trzytygodniówkach. Wyróżnić chciałbym szczególnie dwa nazwiska – Richard Carapaz i Enric Mas. Pierwszy z nich zaprezentował się świetnie w Giro d’Italia, gdzie do samego końca walczył ze wspomnianym Lopezem o podium i białą koszulkę. Etap udało się ugrać i skończyć wyścig na czwartej pozycji. Enric Mas zanotował świetny występ w Vuelcie, gdzie był gorszy jedynie od Simona Yatesa, kończąc wyścig na drugiej pozycji. Zadecydowały o tym przede wszystkim przytomna jazda i chłodna głowa, czego nawet nie spodziewał się sam Lefevere.

Trójkołowiec słabym wyborem.
Nie sprawdził się zupełnie plan Movistaru, który wysłał aż trzech liderów na Wielką Pętlę. Ok, Valverde to raczej taki pomniejszy lider, ale zawsze może jeździć na swoje konto. Zawiedli Quintana i Landa, choć ten drugi próbował coś zrobić. Wszyscy trzej liderzy zakończyli Tour w pierwszej piętnastce, ale wygrany etap przez Quintanę absolutnie nie zmył złego wrażenia. Movistar zawiódł na całej linii. W sezonie 2019 trzeba to lepiej podzielić. Przy tej trasie postawiłbym na Nairo. Miejmy nadzieję, że zmiana trenera wyjdzie na dobre.

Nowe siły w Wielkich Tourach?
Coraz śmielej poczynają sobie ekipy Mitchelton i Lotto – NL Jumbo. O tej pierwszej pisałem, głównie za sprawą Simona Yatesa, więc nie ma co się rozpisywać. Co do Lotto, to tu ukłon w stronę George Bennetta, Steevena Kruijswijka i Primoza Roglica. Wszyscy niesamowicie się rozwinęli, a zwłaszcza ostatni z nich. Nie można jednak nie docenić pozostałej dwójki. Przytomna jazda, brak szarpanego tempa i chłodna kalkulacja prowadziły do pierwszych piątek Wielkich Tourów. Nie zaskoczy mnie w żadnym wypadku podium jednego z nich w Wielkim Tourze w 2019. Najwyższy czas.

Raczej pod kreską.
Nie było ani słowa o Vincenzo Nibalim, Richim Porte, czy Danielu Martinie. Wszyscy trzej zawiedli raczej w tym sezonie, podobnie jak Rigoberto Uran, drugi w Tour de France 2017. Nibali wyleciał z Touru nie z własnej winy, ale forma też nie należała do najwyższych i moim zdaniem nie skończyłoby się miejscem na podium. Jeden zryw to za mało na potencjał Włocha. Romain Bardet także się w Wielkiej Pętli nie popisał. Dopiszmy jeszcze zawodników z Movistaru do tej listy i jest już konkretnie. Więcej klęsk wśród liderów, aniżeli sukcesów. Ekipy wymienionych kolarzy mają wiele do myślenia przed 2019 rokiem.

Dojrzałość czy słabość?
Warto się trochę pochylić nad losami Thibaut Pinota i Fabio Aru w tym sezonie. Obaj przeżyli ciężkie momenty i obaj próbowali zrobić co mogli, by ratować sezon. Francuski kolarz spisywał się przyzwoicie w Giro, jednak tam pokonała go choroba, nie był w stanie nawet ukończyć wyścigu. Sam zdecydował, że nie wystartuje w Tour de France, by dojść do pełni formy. To przyniosło rezultat w postaci 6 miejsca w Vuelcie. Nienajgorzej, patrząc na to, jak ciężki był to sezon dla Pinot. Fabio Aru po prostu okazał słabość do czego potrafił się przyznać, wycofując się z Giro. Włoch po przyzwoitym TdF 2017 zupełnie się nie odnalazł i próbował nawet ratować sezon w Chinach. Trochę słabe to.

Holenderska inteligencja.
O Lotto już pisałem, ale to jak Sunweb rozgrywa Wielkie Toury zasługuje na osobny wątek. Tom Dumoulin jak pisałem nie szarpał tempa, jechał równo i przytomnie, nie szalał. Rezultat? Dublet drugich miejsc Giro – Tour. We Włoszech w pierwszej dziesiątce jeszcze przyboczny Sam Oomen, a w Vuelcie Wilco Kelderman. Transfery przed sezonem potwierdziły, że ekipa poszła zdecydowanie w trzytygodniówki i to się zaczęło zwracać. Liczę na więcej w 2019.

Przychodzi nowe?
Patrząc jedynie na wyniki klasyfikacji punktowych w Wielkich Tourach, można by rzec, że nie. W Giro rządził Viviani, w Tourze Sagan a na Vuelcie dzięki wysokim miejscom na etapach – Valverde. Niby nic, ale Viviani nie przyzwyczaił do seryjnego wygrywania etapów w Wielkich Tourach. Przyzwyczaili do tego przede wszystkim Mark Cavendish, Marcel Kittel i Andre Greipel. Wszyscy trzej nie ugrali nic w trzytygodniówkach. Kittel odniósł w całym sezonie dwa zwycięstwa. To fatalny wynik dla sprintera. Seryjnie wygrywali za to Fernando Gaviria i Dylan Groenewegen. Kolumbijczyk i Holender będą jeszcze lepsi.

Co z tą Polską?
Oczywiście to zestawienie nie byłoby kompletne bez wspomnienia o Polakach. Michał Kwiatkowski wyróżnił się podczas Vuelty, gdzie udało się na trzy dni założyć czerwoną koszulkę. Zły przydział ról sprawił, że Michałowi nie było dane walczyć o więcej, a naprawdę można było z tego zrobić nawet pierwszą dziesiątkę. Rafał Majka ma za sobą (nie boję się tego napisać) fatalny sezon w Wielkich Tourach. Pytanie tylko czy był tu brak siły, czy brak zdecydowania w ważnych momentach. To pytanie do Rafała i ekipy Bora.

Który najciekawszy?
Jak wiecie, nie jestem miłośnikiem podejścia Christiana Prudhomme do budowania tras Touru, który to schemat jest taki sztywny troszkę. Na szczęście trasa Touru 2019 zapowiada wreszcie ciekawy wyścig, choć i w 2018 nie brakowało ciekawych momentów, mimo, że Maillot Jaune Thomasa nie była zagrożona. Na zdecydowanie większy plus zarówno Giro jak i Vuelta. We Włoszech już wręczaliśmy Trofeo Senza Fine wpierw Yatesowi, później Dumoulinowi aż w końcu pięknym rajdem wyrwał sobie je Froome. Za to kocham Giro, za wypieki na twarzy do ostatniego etapu. Podobnie było w Vuelcie, choć tam raczej gra była w późniejszej fazie nie tyle o zwycięstwo, co o podium. Jeśli mam klasyfikować pod względem ciekawości to wybór mam pewny: 1. Giro 2. Vuelta 3. Tour. Przy czym Włochy z niewielką przewagą nad Hiszpanią.

Druga część wkrótce…
MTT:
W(12): Eastbourne 2010 i 11 innych.

Tour de France 1986, 1989, 1990.
Awatar użytkownika
Jacuszyn
Posty: 4258
Rejestracja: 18 lip 2011, 17:51

Re: Kolarstwo

Post autor: Jacuszyn » 02 gru 2018, 0:24

Podsumowanie sezonu 2018 – część II: tygodniówki.

Tradycja? A może zmiana ról?
Tygodniowe etapówki dla jednych są okazją do budowania formy przed Wielkimi Tourami, dla innych zaś celem samym w sobie, a dla jeszcze innych jedynym miejscem w kalendarzu, kiedy mogą powalczyć o coś dla siebie. Kto miał z tego najwięcej w roku 2018? Na to odpowiedz poniżej.

Drugi szereg atakuje!
Mimo wysyłania na wyścigi nominalnych liderów, często jest tak, że tych zawodników się specjalnie nie chroni. Dyrektorzy sportowi bardzo chętnie pozwalają pomocnikom na walkę czy to o etapy, czy o klasyfikacje generalne. Dla liderów liczy się przede wszystkim bezpieczne przejechanie wyścigu, by mieć przed Wielkimi Tourami odpowiednią ilość przejechanych kilometrów wyścigowych. Takie traktowanie tych imprez niejako „po macoszemu” nie sprawia, że są one nudne i nikomu niepotrzebne. Przeciwnie, są bardzo ciekawe i intrygujące i mają wielu triumfatorów z przypadku, spoza obowiązujących niepiśmiennych układów.

Emocje jakich mało.
Tak! Ten sezon zdecydowanie pokazał, że krótkie etapówki biją na głowę Wielkie Toury pod względem emocji. Często zawodzili nominalni liderzy, dzięki czemu walczyli kolarze z drugiego szeregu. Tym zależało bardzo na dopisaniu znaczących wyników do swojego sportowego CV. To było widać i dzięki temu właściwie każda z tygodniówek była wyścigiem walki. Porównajmy to z 2012 rokiem kiedy Sky przeciągało Wigginsa przez góry Masywu Centralnego czy Szwajcarskie szczyty Romandii, czy też z wyprowadzaniem Chrisa na pozycje by niszczył rywali. Teraz tego nie ma. Etapówki są bardzo często sprawą indywidualną niż drużynową. Teraz o zmianie lidera grupy decyduje dyspozycja dnia, ze zmianą nie ma problemów. Wniosek, który czas jest lepszy dla kolarstwa i emocji nasuwa się sam.

Nieśmiertelny Valverde.
Alejandro Valverde podczas sezonu krótszych etapówek był wręcz nie do zatrzymania. Wystartował w czterech z nich i wygrał…dokładnie tyle samo. W każdym z wyścigów notował przynajmniej jedno zwycięstwo etapowe. O ile koło Route d’Occitanie, Abu Dhabi Tour czy Volta a Communidad Valenciana można przejść raczej obojętnie, tak wyścig Dookoła Katalonii to osiągnięcie godne wielkiego uznania. Niestety tak świetna forma w etapówkach przełożyła się na słabsze niż zawsze wyniki w klasykach, ale o tym będzie jeszcze okazja powiedzieć.

Słoweńska jakość.
Niebotycznie rozwija się w dalszym ciągu Primoz Roglić. Kraj Basków i Romandia padły jego łupem. Sukcesy te zawdzięcza przede wszystkim świetnej dyspozycji w walce z czasem ale zauważalny jest jego postęp także w jeździe w górach. Może i nie szarpał jakoś specjalnie tempa, ale w obu wyścigach był zawsze tam gdzie być powinien. Podobnie było także podczas jego narodowego Touru, który także wygrał. Słoweniec to idealny przykład kolarza, którego domeną stały się tygodniówki. Nie kłóci się to jednak z udanymi występami w Wielkich Tourach, o czym wspominałem w części pierwszej.

Sky w odwrocie?
Dla Brytyjskiej formacji sezon tygodniówek może i był słabszy w porównaniu do poprzednich. Kwiatkowski i Thomas dali im triumfy w Tirreno – Adriatico i w Delfinacie, ale przepadli w Nicei i Romandii, gdzie dominowali w ostatnich latach. Tour of Guangzhi w wykonaniu Moscona to także nie był główny cel. Wyścig w Chinach od początku istnienia jest traktowany jak zło konieczne, podobnie jak Tour de Pologne dla wielu z zagranicy (chociaż w Polsce nikt tego nie powie na głos). Tour of Calfornia takim wyścigiem nie jest i triumf w nim Egana Bernala z pewnością zadowolił Brailsforda i spółkę.

Objawienia?
Z uwagi na powyższe, tutaj o wiele prościej o zwrócenie uwagi kolarskiego świata na swoją osobę. To udało się zwłaszcza Kolumbijczykowi Eganowi Bernalowi i Hiszpanowi Marcowi Solerowi. Bernal wygrał Tour of California, ale zrobił to w takim stylu, którego nie powstydziłby się niejeden bardzo doświadczony kolarz. Przyjechał do USA jak po swoje, kontrolował wyścig od początku do końca. Do tego dołożył drugie miejsce w Romandii. Brailsford jeszcze nieraz będzie miał z niego radość. Podobnie sprawa wygląda z Marcem Solerem. Hiszpan przerwał dominację Sky w tym wyścigu, zostając pierwszym kolarzem reprezentującym inną formację od czasu triumfu Betancura w 2014 roku. Soler walczył o zwycięstwo do ostatniego etapu i wygrał dzięki bonifikacie za trzecie miejsce na odcinku. Gdy tylko zwietrzył szansę na zwycięstwo, zrobił wszystko by ją wykorzystać. W brygadzie Eusebio Unzue to zawsze jest mile widziane.


Kraj Basków powraca.
Zwycięstwa Eduarda Pradesa w wyścigach Dookoła Norwegii i w World Tourowym Dookoła Turcji to dwie ważne karty w dziejach baskijskiego kolarstwa. Po upadku Euskaltel – Euskadi, kolarstwo w tym rejonie niejako traciło na znaczeniu. Od tego roku Euskadi – Mures posiada licencję ProContinental i szefowie zapowiedzieli walkę o dziką kartę na Wielki Tour. Na pewno wystąpią w Kraju Basków i innych hiszpańskich imprezach. Nie będę zaskoczony dziką kartą w pszyszłorocznej Vuelcie o ile poprzedzą ją świetne wyniki we wspomnianych etapówkach w Hiszpanii.

Richie, gdzie jesteś?
Richie Porte niejako uratował swój sezon etapówek triumfem w Tour de Suisse, lecz to zdecydowanie mało jak na możliwości Australijczyka, którego domeną są właśnie tygodniówki (w Wielkich Tourach jakoś nie zaistniał mimo wielu prób). Nawet w Australii niespecjalnie mu poszło – nie udało się obronić tytułu w Tour Down Under mimo triumfu na Willunga Hill. Richie musi zrozumieć, że lata lecą i raczej powinien zostać przy tych etapówkach niż na siłę pchać się w Wielkie Toury, w których zawsze ma pecha.

Kolumbijski odwrót.
Kolumbijczycy od lat słynęli ze świetnej postawy w etapówkach, spośród których wiele wygrywali. Zwłaszcza stawało się to udziałem Nairo Quintany, który walczył wszędzie, gdzie się pojawiał. Kolumbijczyk jednak z wiekiem stał się kolarzem bardzo zachowawczym i nie startuje już z taką zaciętością w tygodniówkach jak kiedyś. Trzecia pozycja w Tour de Suisse nie może cieszyć w żaden sposób. Szkoda, bo zawsze chętnie ogląda się długie, samotne akcje Nairo. Co do innych postaci, to w sumie reszta prócz Bernala także się nie popisała niczym szczególnym.

Więcej negatywów?
Z racji tego, że etapówki są traktowane w różny sposób, nie ma się do kogo (prócz Porte’a, Quintany i Majki) specjalnie przyczepić. Dlatego też nie będę okrutny wobec innych.

Dzień dobry Polsko!
Od razu nasuwa się myśl o dwóch generalkach Michała Kwiatkowskiego (Tour de Pologne i Tirreno – Adriatico). W kraju triumfował dosyć pewnie i raczej zwycięstwo nie podlegało dyskusji. Triumf w Tirreno wywalczony przy słabości Thomasa i swojej przytomnej jeździe. Wszyscy na siłę wciskają już Michała na Wielkie Toury, ale moim zdaniem trzeba wyników w tygodniówkach by „wyrobić się” na trzytygodniówki. Michał zdaje się iść właśnie tą drogą i dobrze. Tygodniówki, w których tempo jest często szarpane uczą wytrzymałości w górach. Na przeciwnym biegunie Rafał Majka. Nie, nie potraktuję miejsca w czołowej „10” Tour of California jako sukcesu. Zawsze będę krytykiem zachowawczej jazdy Rafała. Ona nic dobrego mu nie przynosi. Rafał ma predyspozycje i możliwości na walkę w najważniejszych tygodniówkach, ale trzeba przestać się bać ataku.

Który wyścig najciekawszy?
Wybór jest bardzo ciężki, o wiele trudniejszy niż w przypadku Wielkich Tourów. Postawię jednak na Paryż – Nicea. Tu sytuacja zmieniała się praktycznie co etap i najpierw wręczano tytuł Lulu Sanchezowi, potem Yatesowi. Koniec końców obaj wyjechali z Francji z niczym.
MTT:
W(12): Eastbourne 2010 i 11 innych.

Tour de France 1986, 1989, 1990.
Awatar użytkownika
Robertinho
Posty: 16277
Rejestracja: 15 lip 2011, 16:13

Re: Kolarstwo

Post autor: Robertinho » 12 gru 2018, 11:30

Po przyszłym sezonie, Sky wycofuje się ze sponsorowania grupy.

http://www.sport.pl/kolarstwo/7,64993,2 ... BoxOpCzol8
Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość