mtenis.com.pl

mtenis.com.pl

Forum tenisowe ATP
Dzisiaj jest 23 lis 2017, 21:13

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 171 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 9  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: Łukasz Kubot
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:38 
Offline

Rejestracja: 24 lip 2011, 15:29
Posty: 51
ObrazekŁukasz Kubot

Obrazek

Państwo: Polska
Miejsce zamieszkania: Praga
Data i miejsce urodzenia: 16 maja 1982, Bolesławiec
Wzrost: 190 cm
Masa ciała: 86 kg
Gra praworęczna
Status profesjonalny: 2002


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:44 
Offline
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 sie 2011, 14:40
Posty: 10264
Łukasz Kubot - osiągnięcia

Finały w singlu (2)
2010 (1) Costa Do Sauipe
2009 (1) Belgrad

Tytuły w deblu (6)
2010 (3) Bukareszt (w/Chela), Acapulco (w/Marach), Santiago (w/Marach)
2009 (3) Wiedeń (w/Marach), Belgrad (w/Marach), Casablanka (w/Marach)

Finały w deblu (5)
2011 (1) Santiago (w/Marach)
2010 (1) Costa Do Sauipe (w/Marach)
2009 (1) Acapulco (w/Marach)
2007 (2) Lyon (w/Zovko), Casablanca (w/Marach)

_________________
Tytuły (11):
2017: Auckland, Waszyngton, Shenzen
2015: Doha, Sydney, Houston, Roland Garros
2013: US Open
2012: Nicea
2011: Los Angeles, WTF Londyn
Wcześniej: Za słaba era, żeby coś wpisywać.

Finały (15):
2017: Stuttgart
2016: Tokio, Shanghai, Bazylea
2015: Wiedeń, WTF Londyn
2014: Doha
2013: Cincinnati
2012: Monte Carlo, Roland Garros, Sztokholm
2011: Marsylia, Monte Carlo, Wimbledon, US Open
Wcześniej: Za słaba era, żeby coś wpisywać.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:53 
Offline

Rejestracja: 15 lip 2011, 16:13
Posty: 13291
Cytuj:
Karol Stopa: Skazany na atak

Moim zdaniem niebywały wyczyn Łukasza Kubota w Belgradzie w ogóle nie powinien zaskakiwać ludzi z branży. Od przynajmniej dziesięciu lat polski tenisista osiąga rezultaty, które nakazują przyglądać mu się uważniej.

W sezonie 2000 to były dwa ćwierćfinały Wimbledonu juniorów. Rok później w Sopocie finał challengera przegrany minimalnie z Hiszpanem Davidem Ferrerem. Po upływie trzech lat, w tym samym Sopocie, Kubot wyeliminował z turnieju ATP jednego z faworytów, Rosjanina Igora Andrejewa. We włoskim Livorno w meczu Pucharu Davisa zwyciężył rakietę nr 1 gospodarzy Filippo Volandriego. W roku 2005 w Doniecku zdobył pierwszy w karierze tytuł challengerowy. Minął rok i mamy szlagier ? Łukasz przechodzi eliminacje w Nowym Jorku, walczy z Nikołajem Dawydienką o czwartą rundę US Open.

Po dwóch sezonach słabszych Kubot pod okiem czeskich opiekunów trochę poprzestawiał swoje taktyczne schematy i w tym roku znów błysnął. Najpierw w deblu, gdzie w parze z Austriakiem Oliverem Marachem osiągnął półfinał Australian Open, a potem dorzucił zwycięstwa w Casablance i Belgradzie, co dało tej dwójce pozycję piątej pary na świecie. W singlu najpierw w brazylijskim Costa du Sauipe przeszedł eliminacje, potem omal nie ograł następcy Kuertena ? Thomaza Belucciego. W stolicy Serbii z kolei nie przeszedł eliminacji, za to jako tzw. szczęśliwy przegrany wszedł do imprezy głównej boczną furtką, ale tam zagrał już fantastycznie i niebiosa się do niego na korcie uśmiechnęły.

Polak jest znakomicie wyszkolonym tenisistą, o świetnych warunkach fizycznych. Z Lubina, gdzie się urodził, przez Wrocław i austriacki Linz trafił w Stanach do akademii słynnego Australijczyka Johna Newcombe’a. Wszędzie starannie kultywowano jego coraz rzadziej dziś spotykany styl gry, oparty na mocnym podaniu i konsekwentnym ataku przy siatce. Problem Kubota i przynajmniej kilkunastu podobnych mu graczy z pierwszych dwóch setek światowego rankingu polega na tym, że tenis bardzo się zmienił. Coraz lepszy sprzęt i znakomite przygotowanie ogólne zawodników spowodowały, że gracze atakujący nie mają na korcie większych szans w starciu z obrońcami.

Jesienią ubiegłego roku halowy turniej ATP w Wiedniu w zachwycającym stylu wygrał Niemiec Philipp Petzschner. Co jakiś czas daje o sobie znać i też zawsze wzbudza entuzjazm Amerykanin Taylor Dent. Takich przykładów można podać więcej. Niestety, wszyscy zawodnicy reprezentujący zbliżoną do Kubota filozofię gry i mający podobną pozycję rankingową na dłuższą metę nie są w stanie regularnie wygrywać. Za czasów Wojciecha Fibaka byliby pewnie wybitnymi postaciami tenisa. Współcześnie, przy nieprawdopodobnej konkurencji i bardzo wysokim poziomie ogólnego wytrenowania, ze swoim atakiem mogą błysnąć tylko od czasu do czasu. Oby jak najczęściej.
(rzeczpospolita.pl)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:53 
Offline

Rejestracja: 17 lip 2011, 8:19
Posty: 6465
Kubot: Wreszcie dostałem wypłatę
Cytuj:
Łukasz Kubot dla "Przeglądu Sportowego": Zmuszono mnie do udziału w piątkowej ceremonii losowania turnieju Masters w Londynie. Trochę się zdenerwowałem, nieładnie się to wszystko skończyło. Czuję żal do działaczy.

PRZEGLĄD SPORTOWY: Co czuje pierwszy po Wojciechu Fibaku Polak, który awansował do pierwszej setki rankingu ATP? Satysfakcję, dumę, radość, że coś udało się udowodnić?
ŁUKASZ KUBOT: Nie podchodzę do tego w tych kategoriach. Po prostu spełnił się mój dziecięcy sen. Ja jestem prosty, skromny chłopak z Lubina. Cały czas pamiętam czasy, gdy zimą na szóstą jeździłem na trening rowerem. Wtedy marzyłem o wspaniałych meczach, pełnych halach i rywalizacji z gwiazdami. Dziś, dzięki uporowi, znalazłem się w wielkim tenisowym świecie. Wreszcie dostałem wypłatę za lata wyrzeczeń i ciężkiej pracy. Mam oczywiście nadzieję, że to dopiero początek, że nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Mam 27 lat, więc przede mną jeszcze trzy lata gry na najwyższym poziomie. Trzeba sobie wyznaczać kolejne cele. Następny to oczywiście pierwsza pięćdziesiątka.

PS: W ostatnich dniach dostał pan na pewno mnóstwo gratulacji.
Były, były. Chyba od wszystkich znajomych, nie tylko ze środowiska. Agnieszka też pamiętała. Dostałem fajnego SMS-a od rodziny Radwańskich.

PS: O pana awansie do setki przesądził prestiżowy turniej w Paryżu. Wszystko poszło tam zgodnie z planem?
Ten występ mógł być jeszcze bardziej udany. W hali Bercy przeszedłem kwalifikacje, wygrałem z Andreasem Beckiem, ale w spotkaniu z Marinem Ciliciem w końcówce zabrakło mi sił. Pierwszy set wygrałem, w dwóch kolejnych szło mi nieco gorzej. Znów przekonałem się jednak, że gwiazdom też drżą ręce, też zdarzają się błędy. Gdy walczyłem z Andym Roddickiem w Pekinie, Amerykanin się wściekł i rozwalił rakietę. Spodziewał się łatwego zwycięstwa, a dostał bolesną lekcję. Nie znał mnie i za to zapłacił, jednak następny mecz z jego strony z pewnością będzie wyglądał inaczej. Teraz wszyscy muszą traktować mnie poważnie.

PS: Po starcie we Francji miał się pan wybrać na challenger do Bratysławy, jednak nie zgodziły się na to władze ATP. Dlaczego?
Najpierw muszę wyjaśnić, po co chciałem tam jechać. Potrzebuję punktów, bo za kilka dni stracę ponad czterdzieści oczek za Helsinki i w rankingu znów pojadę w dół. Postanowiłem się bronić i stąd pomysł ze Słowacją. Niestety, dostałem zakaz. Zmuszono mnie do udziału w piątkowej ceremonii losowania turnieju Masters w Londynie. Trochę się zdenerwowałem, nieładnie się to wszystko skończyło. Czuję żal do działaczy.

PS: Przedłużyli panu sezon.
To prawda. Robię wszystko, by w Australian Open od razu grać w turnieju głównym, w związku z tym za kilkanaście dni (w ostatnim dniu listopada zamykane są listy uczestników pierwszego przyszłorocznego turnieju wielkoszlemowego - przyp. red.) muszę być w setce. Prawdopodobnie po turnieju w Londynie z konieczności pojadę jeszcze na challenger do Salzburga. Jeśli wygram dwa mecze, w styczniu w Melbourne powinienem zaczynać start od razu od turnieju głównego.

Sports.pl


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:54 
Offline

Rejestracja: 18 lip 2011, 17:25
Posty: 519
Wczorajszy wywiad T-Lora z Łukaszem:
Cytuj:
Czeska szkoła

Bliskie sąsiedztwo torów kolejowych nie rozproszyło uwagi Łukasza Kubota. Polak zdawał się nie słyszeć przejeżdżających pociągów

Dodatkowo wspaniale reagowali polscy kibice. Gorący doping poniósł Polaka do drugiej rundy, gdzie rywalem będzie Kolumbijczyk Santiago Giraldo – 93 w rankingu ATP, który w trzech setach pokonał Hiszpana Tommy Robredo, rozstawionego z nr 16.

Czeska opcja, którą pan wybrał, przyniosła sukces rok temu w postaci półfinału debla w Australian Open. Praca z Ivanem Machytką, który wcześniej przygotowywał Radka Stepanka, coraz piękniej owocuje. Skąd pomysł, aby zawierzyć czeskiej szkole tenisa?

Łukasz Kubot: Po tym, jak skończyłem trenować w Austrii, przeniosłem się do Czech. Zacząłem współpracę z Tomaszem Jandą. Przed Wimbledonem 2008 roku rozstałem się z nim i rozpocząłem współpracę z Tomaszem Hlaskiem. Wtedy z Oliverem Marachem, partnerem deblowym, podjęliśmy decyzję, że będę próbował sił w singlu na dużych turniejach. Do sezonu 2009 przygotowywaliśmy się już z<\!s>Ivanem Machytką i kontynuujemy współpracę. Ivan dużo zmienił w mojej grze.

Pierwsze zwycięstwo było łatwe? Na początku się denerwowałem. Na szczęście po przełamaniu serwisu Zwieriewa na 4 – 3 dostałem nowe piłki, utrzymałem swój serwis, następnie znowu przełamałem podanie rywala. Złapałem rytm returnu, a bardzo się o to obawiałem. Miałem więcej problemów z jego drugim podaniem. Misza rotował, często serwował na ciało. Zverev ma talent, dobrą rękę. Początek sezonu nie był dla niego udany, bo nie wygrał jeszcze meczu. Cieszę się, że nie spędziłem wielu godzin na korcie i mam więcej energii. Jutro prawdopodobnie czeka mnie debel, pojutrze gra singlowa.

Cieszysz się pan, że odpadł Tommy Robredo?

Nie. Grałem z Robredo w Sopocie w 2007 roku i przegrałem 5 – 7 w trzecim secie. Wolałbym Robredo, bo Giraldo za bardzo nie znam. Każdy dzień jest inny, mógłbym pokonać Hiszpana, bo coś o nim wiem. Giraldo nie ma nic do stracenia, ja będę faworytem, bo jestem wyżej w rankingu.

Będzie się pan starał podejrzeć rywala na treningu?

Z pewnością. Zaraz po wygraniu meczu z Miszą Zverevem wysłałem swojego partnera deblowego Olivera Maracha, aby przyjrzał się grze Giraldo. Przyznam, że Oli czuje tenis lepiej ode mnie, wychwytuje wiele elementów. Parę razy uratował nas w deblu. Ma fantastyczną intuicję. Oli pogada ze mną wieczorem, przekaże mi kilka uwag. Nie liczę na wymianę z głębi kortu, wiem, że będę musiał grać agresywnie, atakować jego drugi serwis, żeby był pod presją.

Relaksuje się pan przed meczami, oglądając polskie komedie. Ma pan podręczną biblioteczkę z polskimi filmami?

Wczoraj oglądałem „Kilerów dwóch”.

A dieta?

Sznycel z kurczaka. Wieprzowiny nie jadam. Znajomy Polak Tomek serwuje smaczne jedzenie w restauracji. Po zwycięstwie nad Miszą powiedziałem mu, żeby się przygotował na wieczerzę. Nie zmieniamy menu.

Pomógł panu doping Polaków?

Dziękuję, było fantastycznie. Dawno nie miałem takiego dopingu. Ostatnio w Nowym Jorku, gdzie grałem z Noamem Okunem w II rundzie. Tam też była fantastyczna Polonia. Jestem wdzięczny kibicom w Melbourne, bo to była moja dodatkowa broń. Dochowaliśmy się bardzo profesjonalnych i kulturalnych fanów. Wziąłem telefon od jednego z<\!s>kibiców i jeśli awansuję dalej, to przekażę maksymalną ilość biletów dla Polaków, którzy mnie dopingują w Melbourne Park.

Na ile takie mecze jak ten w Pekinie z Andym Roddickiem (Kubot wygrał w dwóch setach – przyp. red.) ugruntowują pana pozycję i pogłębiają wiarę w to, że może pan zajść tak wysoko jak Radek Stepanek, który przebijał się z debla do pierwszej dziesiątki w singlu?

W szatni wielu zawodników mówi mi, że jestem drugim Stepankiem. Jestem dobrym kolegą Radka, dużo mi podpowiada. Zarówno pod względem taktycznym jak i metod treningu. Sporo razem trenujemy, głównie podczas turniejów. Bardzo pomógł mi debel. Gra na najwyższym poziomie z najlepszymi parami na świecie to świetna szkoła. Mogłem do woli ćwiczyć serwis, wolej, ataki przy siatce. Wszystko zagrało i, odpukać, omijają mnie kontuzje. Będę starał się rozsądnie gospodarować siłami i znaleźć czas na relaks. Po występach w Ameryce Południowej zagram w meczu Pucharu Davisa z Finlandią (5 – 7 marca w Polsce). Po meczu z Finami wracam przez Atlantyk do Ameryki, tyle że Północnej. Kalendarz jest napięty, oby zdrowie dopisało.

http://www.rp.pl/artykul/60574,421964_C ... zkola.html


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:54 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 lip 2011, 17:51
Posty: 3858
Lokalizacja: Kraków
Cytuj:
“PS”: Kubot jak polski Crusoe

Czasami czuję się jak na bezludnej wyspie, jak Robinson Crusoe. Do wszystkiego dochodzę sam. Szukam, sprawdzam, kontroluję, wymyślam. A jeszcze przy okazji trenuję - mówi “Przeglądowi Sportowemu” Łukasz Kubot.

PS: Kiedy, w jakich okolicznościach dowiedział się pan o tym, że Michaił Jużny zrezygnował z gry i odda spotkanie walkowerem?

ŁUKASZ KUBOT: Przyjechałem normalnie do klubu, od dziewiątej trzydzieści do dziesiątej przeprowadziłem rozgrzewkę z moim partnerem deblowym Oliverem Marachem. Po nas na kort wszedł Jużny. Poszedłem do szatni, gdzie szykowałem rakiety i trochę się porozciągałem. Za chwilę pojawił się Rosjanin, podał mi rękę i przyznał, że właśnie wycofał się z turnieju z powodu bólu ręki. Po nim z tłumaczeniami przyszedł jego trener. Spokojnie wytłumaczył, dlaczego Misza odpuścił. Doznał kontuzji w pierwszym spotkaniu z Richardem Gasquetem. Walczył wtedy cztery i pół godziny, później miał jeszcze debla. Cierpiał. Mecz ze mną nie miał żadnego sensu, nie chciał ryzykować, stan jego ręki mógłby się jeszcze pogorszyć.(…)

Cały wywiad w Przeglądzie Sportowym

http://www.tenis.net.pl/ps-kubot-jak-polski-crusoe/7230

_________________
MTT:
W: Kuala Lumpur 09, Memphis 10, Eastbourne 10, World Tour Finals 10, Cincinnati 12, Auckland 14, Sydney 16, Quito 17, Buenos Aires 17, Halle 17, Umag 17
F: Metz 09, Basel 09, Johannesburg 10, Stuttgart 10, Toronto 10, Valencia 10, San Jose 11, Buenos Aires 16, Miami 17, Tokyo 17
Roland Garros & US Open doubles champion, Olympic silver & bronze medalist, World Team Cup 2010 winner.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:54 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lip 2011, 7:59
Posty: 6074
Cytuj:
Kubot: Szczęście? Na wszystko sobie zasłużyłem

- U nas nikt nie wie, co to znaczy słowo tenis. Ile to wysiłku, logistyki, podróży, negocjacji, załatwiania wszystkiego dookoła. Czasami czuję się jak na bezludnej wyspie, jak Robinson Crusoe - mówi o swoim sukcesie w Australii Łukasz Kubot w mocnym wywiadzie w "Przeglądzie Sportowym".

Przeszedł pan do historii. W Melbourne żaden Polak, nawet Wojciech Fibak, nie przeszedł trzech rund.

- Na pewno od pierwszego dnia tego turnieju, a nawet wcześniej, od losowania, mam szczęście. Do tego niech pan doda cudzysłów. Uważam, że na wszystko sobie tutaj zasłużyłem. Wcześniejsze dwa spotkania i kilkanaście lat ciężkiej pracy oraz zbierania doświadczeń dały mi możliwość znalezienia się właśnie tam, gdzie jestem. Wielokrotnie przegrywałem w ostatnich rundach eliminacji, miałem pecha, do sukcesów brakowało mi drobiazgów. Nie załamywałem się jednak, cały czas wierzyłem w słowa, który od małego wpajał mi tata: będziesz zdrowy - wykonasz pracę - przyjdzie wynik, przyjdą sukcesy - pojawią się pieniądze i sponsorzy. Te rady, to magiczne kółeczko cały czas mnie napędzały, podtrzymywały na duchu. Nigdy nie oczekiwałem bonusów za darmo. Teraz karta się wreszcie odwróciła i los się do mnie uśmiechnął. Szczęściu trzeba jednak pomóc.

Po Australian Open awansuje pan do pierwszej siedemdziesiątki. Co z pana punktu widzenia daje taka pozycja?

- Dla mnie najważniejsze są dwie sprawy: zdrowie i możliwość rywalizacji w wielkich szlemach bez konieczności eliminacji. Oczywiście teraz otwierają się przede mną kolejne szanse, starty w lepszych turniejach, może tak zwanych pięćsetkach. Do Super 9 jeszcze daleka droga, trzeba być przynajmniej na pięćdziesiątym miejscu. Na pewno poczuję jednak zdecydowanie większy komfort, będę miał wybór.

Czego potrzebuje tenis, by w naszym kraju przebić się w telewizji publicznej? Jeśli chodzi o oglądalność, wciąż przegrywa nie tylko ze sportami zespołowymi, ale i wieloma mniej popularnymi dyscyplinami. I to nie tylko, jak w Melbourne, ze względu na godziny transmisji.

- Polacy są spragnieni sukcesów, tylko to może ich przyciągnąć przed telewizory. Może gdyby oprócz Agnieszki Radwańskiej w dwudziestce rankingu ATP znalazł się jej rodak, wyniki oglądalności poszłyby w górę? Generalnie nasz tenis jednak leży. Szczególnie zimą. Nie ma hal, profesjonalnych baz, nie ma gdzie trenować. Nie oszukujmy się, nie istnieje u nas żaden system szkoleniowy. Nikomu nie ubliżając, ludzi zdolnych pociągnąć młodego chłopaka do przodu, takim z doświadczeniem, charyzmą, wiedzą, w kraju po prostu brak. Może poza trenerem Robertem Radwańskim, który tak często obrywa, a jest jedynym, który tyle osiągnął. Wśród mężczyzn od czasów pana Wojtka Fibaka panuje susza. Przyznaję z bólem: to wstyd, że czterdziestomilionowy naród nie miał w pierwszej pięćdziesiątce rankingu ATP żadnego swojego przedstawiciela. U nas nikt nie wie, co to znaczy słowo tenis. Ile to wysiłku, logistyki, podróży, negocjacji, załatwiania wszystkiego dookoła. Czasami czuję się jak na bezludnej wyspie, jak Robinson Crusoe. Do wszystkiego dochodzę sam. Szukam, sprawdzam, kontroluję, wymyślam. A jeszcze przy okazji trenuję.

http://www.tenisowy.com/news/1325/kubot ... zasluzylem


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:54 
Offline

Rejestracja: 17 lip 2011, 8:19
Posty: 6465
Cytuj:
Łukasz Kubot - Skąd się wziął najlepszy polski tenisista od czasów Fibaka?
- Na trening o 5.30 rano, PKS-em albo rowerem. Katowaliśmy się do 7.45, potem szybko do szkoły. Ludzie patrzyli na nas jak na kosmitów i pukali się w głowę - o drodze z hali w Lubinie do pierwszej setki ATP opowiada Łukasz Kubot

Jakub Ciastoń: Skąd się wziął najlepszy polski tenisista od czasów Fibaka?
Łukasz Kubot: Z Lubina. Ze sportowej rodziny, tata grał w piłkę w Zagłębiu, do dziś jest trenerem. Najpierw nauczył mnie jeździć na rowerze, potem kopać piłkę. Grałem też z kumplami w kosza, mieliśmy bzika na punkcie NBA, był akurat szał telewizyjnych relacji. Każdy miał piłkę z maskotką ulubionego klubu i szpanował, ja miałem Charlotte Hornets. Młodsza siostra Paulina grała w siatkówkę. Wszyscy byliśmy tacy energetyczni, nie siedzieliśmy na kanapie przed telewizorem. Tata mówił, że nie mam charakteru do piłki. Ale postawiłem się i raz pojechałem z juniorami Zagłębia na obóz. Wróciłem posiniaczony, ale dałem radę. Niezły byłem w piłkę.

Podobno mało brakowało, a zostałby pan piłkarzem?
- Tata chciał mnie zapisać do szkółki, ale nabór robili dopiero od 10. roku życia. Ośmiolatków brali tylko do tenisa. Trafiłem do trenera Ryszarda Korzeniowskiego i... jakoś poleciało. Spodobało mi się, choć lekko nie było. Trener przyjeżdżał po mnie o 5.30 rano, jechaliśmy do hali w Lubinie. Jak nie przyjeżdżał, to sam jechałem PKS-em albo rowerem. Ludzie specjalnie przychodzili otworzyć nam halę. Na hali parkiet, trybuny zaraz przy linii bocznej, nie dało się zrobić wybiegu. Zimą było przeraźliwie zimno i dużo płaciliśmy za prąd. Ale katowaliśmy się, nie ma zmiłuj. Musieliśmy ćwiczyć o 6, bo potem była zajęta. Ludzie patrzyli na nas jak na kosmitów i pukali się w głowę. O 7.45 koniec i do szkoły. A po szkole szybki obiad i trening ogólnorozwojowy. Moi rówieśnicy w tamtym czasie chodzili na dyskoteki. Ja szedłem swoją drogą. Tata załatwiał mi wejścia na salę Zagłębia. Do dziś wszystko związane z tym klubem kojarzy mi się pozytywnie, łezka się kręci w oku. Bardzo dużo zawdzięczam w życiu ojcu. Na początku się nam nie przelewało, wyjeżdżał za granicę, żeby grać w IV lidze i trochę dorobić.

Kiedy zdecydował pan, że zostanie zawodowym tenisistą?
- Jako 16-latek wygrałem juniorskie mistrzostwa Polski. Radek Nijaki załatwił mi stypendium w akademii Johna Newcombe'a w Teksasie. Wyjechałem z szarej Polski na słońce, gdzie od września do grudnia grało się pod gołym niebem. Ten kolorowy tenisowy świat od razu bardzo mi się spodobał. Tam po raz pierwszy zobaczyłem dyscyplinę, rygor treningowy, profesjonalizm.

Początki pana kariery związane są z Austrią.
- Zagłębie Lubin grało w Pucharze Intertoto z SV Ried. Ojciec był wtedy asystentem trenera, znał niemiecki, a w Ried była fabryka rakiet Fishera i szkółka dla juniorów. Jakoś zagadał i załatwił mi z nimi kontrakt. Trafiłem do Pasching koło Linzu. Zacząłem grać w lidze, złapałem nawet sponsora - pana Franza Grada z firmy Transdanubia. Jako 18-latek poleciałem do Dżakarty, Malezji, Singapuru. Doszedłem do ćwierćfinału juniorskiego Wimbledonu, grałem w satelitach w Afryce.

Kogo podziwiał pan w młodości?
- Nie miałem idola. Lubiłem Kafielnikowa, trochę przez sentyment do rakiet Fishera, bo nimi wygrał w 1996 r. Roland Garros. Lubiłem Couriera za walkę do końca, Bjoerkmana, Toda Martina, Jiriego Novaka, Radka Stepanka lubię do dziś, przyjaźnimy się, trenujemy często razem. Łatwo jest lubić i podziwiać Federera, ja szanuję ludzi, którzy może nie mieli wielkiego talentu, ale ciężko pracowali i mieli pomysł na ofensywną grę. Sam staram się taki być.

Dlaczego trzeba było tylu lat, żeby wreszcie przebił się pan do pierwszej setki, wygrał z Roddickiem, doszedł do finału w Belgradzie, teraz do 1/8 finału Australian Open?
- Uczyłem się na błędach. Nie miał mi kto podpowiedzieć, co robić. Dopiero niedawno zrozumiałem, jak bardzo pomaga mi debel. Grając w parze z Oliverem Marachem, zobaczyłem, że można wygrywać z najlepszymi w dużych turniejach. Skoro dało się w deblu, to dlaczego nie w singlu? Zacząłem grać w eliminacjach, mozolnie piąć się do góry. Bardzo ważna była pewność siebie, której kiedyś nie miałem. My, Słowianie, w sporcie później dojrzewamy. Latynosi grają dobrze jako 19-, 20-latkowie. Weźcie Nadala, Nalbandiana, del Potro, Corię. My lepiej gramy bliżej trzydziestki - spójrzcie na Radka Stepanka, innych Czechów, Tomasa Ziba, Jan Henrycha. Poszedłem ich drogą. Kluczem jest wytrwałość i ciężka praca. Jestem wdzięczny za to, gdzie jestem, Ryszardowi Krauzemu, który wspierał polski tenis, ale poza tym, do wszystkiego doszedłem sam, nie miałem trenerów, fachowców. Dlatego trwało to tyle czasu.

Dlaczego w Polsce nie ma boomu na tenis? Mecze w telewizji maksymalnie ogląda po 200-300 tys. ludzi, nawet gdy pan czy Radwańska wygrywacie.
- Sukcesów jest ciągle za mało. Jest za mało zawodników, by liczyć na boom. Nie ma fachowców, trenerów na wysokim poziomie. Wyjątkiem jest Robert Radwański, który nie jest lubiany, a zasługuje na wielki szacunek za doprowadzenie dwóch zawodniczek do czołówki. Nie ma systemu szkolenia i promowania zawodników, nie ma infrastruktury. Jak wyjeżdżałem z Polski w 2005 r., ciągle brakowało hal, by w ogóle trenować zimą. Wstyd, że w 40-milionowym kraju nie mamy tenisisty w pierwszej pięćdziesiątce. Tenis to niewykorzystany potencjał, tyle osób gra amatorsko. Ale może się coś ruszy. Wierzę, że może pomóc Puchar Davisa. Mamy teraz naprawdę mocną reprezentację, która może pociągnąć zainteresowanie.

Mieszka pan w Czechach, ma czeskich trenerów. Dlaczego oni są w sporcie potęgą, a my nie?
- Czesi na treningach grają na punkty, my nie - to jest podstawowa różnica. Oni od początku uczą się rywalizacji, my uczymy się odbijać piłkę. Poza tym mają system, dobrych trenerów, infrastrukturę. Między miejscem 300. a 500. w rankingu ATP jest ok. 50 Czechów i z każdym z nich można zagrać na równym poziomie. Czesi się nie wywyższają, gratulują sobie nawzajem, mają więcej pokory, skromności.

Bardzo jest pan związany z Czechami?
- Dom zawsze będzie w Lubinie u rodziców i w Bolesławcu u dziadków. Czechy traktuję jako bazę treningową. Jestem zawodnikiem TK Neride. To mały klubik, ale nie zmienię jego barw, bo wiele mu zawdzięczam.

Był pan 86. na świecie, od poniedziałku [w poniedziałek ukaże się nowy ranking ATP] awansuje pan na minimum 70. miejsce. Co dalej?
- Tata powtarza, żeby martwić się tylko o zdrowie. Jak jesteś zdrowy, możesz ciężko pracować, a w końcu przyjdą i wyniki, i pieniądze. Kiedyś byłem 120. na świecie i nie mogłem spać, kombinując, jak awansować o te dwadzieścia miejsc. I nic z tego nie wyszło. Dlatego teraz nie kalkuluję, tylko staram się dobrze grać. Na pewno awans da mi komfortową sytuację. Będę mógł grać w większości turniejów bez eliminacji. Myślę raczej nie o awansie, ale dalszej budowie mojego sztabu. Mam już tyle pieniędzy, że będę zabierał trenera na każdy turniej. Albo Ivana Machytkę, albo Tomasa Hlaska. Są też plany, żeby pan Wojtek Fibak został moim doradcą w sprawach taktyki, przynajmniej na niektóre turnieje. Dobry sportowiec nie powinien być z siebie zadowolony, tylko ciągle coś poprawiać.

Jim Courier mówi, że tenis idzie w centymetry - del Potro, Cilić, Murray, nie ma już niskich w czołówce.
- Tenis staje się coraz szybszy, bardziej wymagający fizycznie. Skończyły się czasy, że biegasz i jak wytrzymasz dłużej od przeciwnika, to wygrasz wymianę. Tempo jest niesamowite. Jak grałem z Djokoviciem, to ciągle czułem, że jestem ułamki sekund spóźniony. Jest mniej wymian, jest agresywniej. Nawet Nadal zaczął atakować, a Murray atakuje drugi serwis rywala, czego wcześniej nie robił. Nie chodzi o centymetry, ale o ofensywę.

Co pan będzie robił po skończeniu kariery?
- Myślałem o studiach, żeby mieć jakieś wykształcenie. Jeśli będę tęsknił za tenisem, to wrócę jako trener. Mam też duży sentyment do piłki, mówię w pięciu językach [polski, czeski, niemiecki, angielski, rosyjski], więc może zostanę menedżerem. Na pewno założę rodzinę i zajmę się wychowaniem dzieci.

Dzieci będą grały w tenisa?
- Same zdecydują. W Polsce nastawienie rodziców to też czynnik niszczący. Dlaczego mamy zdolnych 12-, 14-, 16-latków, a potem nikogo? Bo dzieci się zniechęcają i rzucają tenis, a zniechęcają się, bo od początku czują presję, przymus, tenis nie jest zabawą, tylko realizowaniem ambicji rodziców. Nigdy nie zapomnę widoku ojca dziewczyny, z którą dawno temu grała Paulina - turniej dla dzieci, uśmiechy, zabawa, a facet dałby się pokroić, żeby tylko córka wygrała. Bez sensu. Dzieci w Polsce trzeba odciągnąć od komputera, telewizora, niech idą na basen, boisko czy na kort, niech w ogóle zaczną uprawiać sport. Reszta sama przyjdzie z czasem.

Jak pan tak jeździ po świecie, to coś pan czasem gotuje?
- Maksymalnie herbatę. Zero talentu do gotowania. Zresztą do tenisa też nie mam talentu, ale zawzięty jestem. I walnięty na jego punkcie. Moje ulubione zajęcie poza graniem w tenisa, to... oglądanie tenisa w telewizji i na DVD.

A filmy?
- "Kiler", "Kiler-ów 2-óch" i "Nic śmiesznego". Jestem fanem polskich komedii, zwłaszcza tych z Czarkiem Pazurą.

Jakie plany po Australian Open?
- Santiago de Chile, Costa do Sauipe, Acapulco i powrót do Polski na mecz Pucharu Davisa z Finlandią. Później znów za ocean do Indian Wells i Miami, a potem Europa i turnieje na mączce. We wszystkich większych turniejach planuję też grę z Oliverem w deblu. Tak się umówiliśmy. Singiel będzie najważniejszy, ale debla nie zostawiam.

Łukasz Kubot
27 lat. W poprzednim sezonie jako pierwszy Polak od 26 lat awansował do pierwszej setki rankingu ATP. Zagrał w finale turnieju ATP w Belgradzie, a w Pekinie pokonał Andy'ego Roddicka, ówczesną rakietę numer sześć na świecie. Po wygraniu dwóch rund i kreczu Michaiła Jużnego doszedł do 1/8 finału Australian Open. Razem z Austriakiem Oliverem Marachem tworzy jedną z najsilniejszych par deblowych.

http://www.sport.pl/tenis/1,103960,7513 ... &startsz=x


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:55 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lip 2011, 7:59
Posty: 6074
Cytuj:
Wciąż uczę się tenisa - rozmowa z Łukaszem Kubotem, najwyżej notowanym polskim zawodnikiem

Łukasz Kubot znajduje się w najlepszym momencie kariery, na którą z podziwem patrzą dziś ci, którzy zrezygnowali z walki o marzenia. Od najlepszego polskiego zawodnika bije pokora: on wciąż widzi nowe drogi rozwoju, braki w swojej grze, wypatruje szans na zbieranie doświadczeń.
Krzysztof Straszak: Brytyjscy komentatorzy łapią się za głowę, mówiąc o panu jako o szaleńcu. Bo kto to na ziemnym korcie stosuje taktykę serw i wolej. Co w tej kwestii słyszy pan od innych zawodników?

Łukasz Kubot: Oczywiście dochodzi do mnie to, że jestem nietypowym graczem. Szczególnie na korcie ziemnym, gdzie nie gram wymian z głębi. Staram się jednak wykorzystywać swoje atuty, za które uważam serwis i przede wszystkim return, a także ciąg na siatkę. Tego ostatniego nauczyłem się w deblu. Uważam, że jest to mój atut, z którym czuję się mocny. Rywale są do czegoś takiego nieprzyzwyczajeni i mają po prostu problem.

Na czym polega zasługa Radka Štěpánka w tym, że gra pan tak podobnie do niego? Tylko wspólne treningi czy jesteście bliższymi znajomymi?

- Jest to mój kolega, z którym mam coraz lepszy kontakt. Dzięki jego podpowiedziom i radom pnę się w rankingu coraz wyżej. Idę do przodu dzięki jego doświadczeniu i naszym długim rozmowom. On też ma taki styl, że bardzo dużo miesza: stara się chodzić na siatkę, gra dużo skrótów. Nie jest zawodnikiem, który uderza tylko z głębi, ale może grać na całym korcie. A to dużo zmienia.

Ale ofensywa się nie opłaca, dlatego jest mało popularna.

- Gra Štěpánka i jego pozycja w rankingu pokazują, że można być bardzo groźnym. Z pewnością dzisiaj bardzo mało zawodników gra serwis i wolej, czy generalnie chodzi na siatkę. Więcej ludzi gra z głębi kortu. Ja jednak zawsze czułem się dobrze, prezentując inny styl. Cieszę się, że teraz to owocuje, łapię coraz więcej doświadczenia i mogę prezentować się w starciach z coraz lepszymi rywalami.

Czy znajomość ze Štěpánkiem jest efektem obracania się w kręgu czeskiego tenisa?

- Mam generalnie dobry kontakt z czeskimi zawodnikami: Štěpánkiem, także Tomášem Berdychem. Z Radkiem znamy się praktycznie od małego, graliśmy na tych samych turniejach. To nie jest utalentowany chłopak, zawsze go za to ceniłem. Nie ma super ręki, którą zdobywałby punkty a'la Federer, ale do wszystkiego doszedł ciężką pracą. Moja sytuacja jest taka sama. To był taki mój autorytet, z którego czerpałem i mogłem się wiele nauczyć. Dawał mi rady od serca i teraz widzi efekty.

Czy czescy szkoleniowcy byli z panem podczas południowoamerykańskiego etapu cyklu ATP World Tour?

- Tak. Tomáš Hlásek, trener od tenisa, był ze mną podczas całej tej wyprawy do Ameryki Południowej.

A trener Ivan Machytka, drugi członek pańskiego sztabu?

- W Australii spakował się i wrócił do kraju.

Czy w tym momencie obaj są już wyłącznie pańskimi szkoleniowcami?

- Tak. Hlásek to tylko mój trener. Machytka jest natomiast trenerem przygotowania fizycznego także Olivera Maracha.

To uznani szkoleniowcy, na których towarzystwo podczas turniejów może pan już sobie pozwolić.

- Po raz pierwszy mam szansę pracować ze szkoleniowcami, którzy mają tak niesamowity bagaż doświadczeń. Machytka jest jednym z najlepszych trenerów przygotowania fizycznego: rozumie tenis, pracował z Kordą, Štěpánkiem czy Šuchovą. To właśnie on wierzył, że mogę znaleźć się w pierwszej pięćdziesiątce na świecie.

Powróćmy do finału Costa do Sauípe. Czy w meczu z Juanem Carlosem Ferrero chodziło tylko o zmęczenie, czy decydujące znaczenie miał aspekt psychiczny? To była dla pana szansa na największy tytuł w karierze.

- Na pewno byłem zmęczony, rozegrałem wtedy wiele meczów w krótkim czasie. Kiedy pojawiło się zmęczenie, głowa bardzo chciała, ale organizm odmawiał. Trzeba jednak przyznać, że Ferrero grał fantastycznie: tydzień później wygrał także w Buenos Aires, potem doszedł do finału w Acapulco. Nawet gdybym był w wielkiej formie, byłoby mi ciężko go pokonać.

Myśli pan, że to początek wielkiego come backu Ferrero do czołowej dziesiątki, a może jeszcze wyżej?

- Myślę, że tak. Jest bardzo dobrze przygotowany fizycznie. To według mnie jeden z najlepszych zawodników na kortach ziemnych. Ale potrafi grać także na trawie. Jako zwycięzcę turnieju Wielkiego Szlema trzeba go szanować. Można się od niego także czegoś nauczyć.

A pan sam gdzie widzi swoje przeznaczenie? Jaki jest pański poziom rankingowy, gdzie może pan dojść i spokojnie grać, utrzymując się tam?

- Powiem tak: cały czas uczę się tenisa. Cieszę się, że mam szansę trenować i grać z zawodnikami z czołówki, ponieważ mogę się bardzo wiele od nich nauczyć, łapać doświadczenie, a w końcu ich pokonywać. Cieszę się, że będę mógł wystąpić bez eliminacji w wielkich imprezach w Miami, Montecarlo, Rzymie czy Madrycie. To kolejna szansa na zebranie doświadczeń w starciach z rywalami z pierwszej dziesiątki.

Kiedy w meczu z Fernando Verdasco w Acapulco z trybun popłynęło "Polska, Polska, Polska", zagrał pan akurat gema-marzenie. Fani nie są więc dla pana obojętni.

- Na pewno czuję tę sympatię. W Australian Open przeżyłem niesamowite chwile. Może nie powinienem tego mówić, ale atmosfera była wspanialsza niż w Pucharze Davisa: gromadziło się coraz więcej ludzi, śpiewali mi Mazurka Dąbrowskiego przed meczem. Ciarki po plecach przechodziły, ale dla takich chwil warto ciężko pracować. Tego się nie kupi za żadne pieniądze.

Wraca pan do kadry po 959 dniach. Zawiesił pan występy w 2007 roku, chcąc skupić się na karierze singlowej, ale tajemnicą poliszynela były też nie do końca poprawne relacje z polskim związkiem. Jak jest teraz?

- Nie chcę to tego wracać, dla mnie to sprawa zamknięta. Jestem znów w kadrze na mecz z Finlandią i nie wiem co będzie dalej. Cieszę się, że nowym prezesem PZT jest pan Jacek Kseń. Mam nadzieję, że można go trzymać za słowo, i że będziemy współpracowali w dobrej atmosferze.

Może pan powiedzieć jakie relacje panują między panem a Wojciechem Fibakiem?

- Pan Wojtek jest największą postacią tenisa w Polsce. Uważam, że należy mu się szacunek za to, czego dokonał, co osiągnął. To także kolejny człowiek, dzięki któremu mogę się piąć. Był zawodnikiem, który wiedział jak się zachować w konkretnych sytuacjach, grał z najlepszymi na świecie. To jest autorytet, z którego trzeba brać przykład. Jeżeli będę miał taką szansę, złapiemy kontakt, to mam nadzieję, że będę mógł wykorzystać jego doświadczenie w niektórych turniejach. Wierzę, że pojawi się na którejś z większych imprez: zaczniemy współpracę, będę się poprawiał w rankingu, ale przede wszystkim uczył tenisa.

Czy taka współpraca najlepszego w historii i najlepszego teraz polskiego tenisisty miałaby polegać tylko na teoretycznym doradzaniu?

- To przede wszystkim. Może także moglibyśmy poodbijać jakieś piłki, choć nie wiem w jakiej pan Fibak jest teraz dyspozycji. Teraz to wszystko jest świeże, dopiero wróciłem do kraju. Będę starał się skontaktować z panem Wojtkiem. Mam nadzieję, że będzie mógł poświęcić dwa-trzy tygodnie na moją osobę, a ja skorzystam z tego jak najwięcej.

Fibak autorytetem, a czy pan dziś czuje się wzorem dla kolegów? Oni tak o panu mówią.

- Miło mi to słyszeć od młodszych chłopaków. Ja zawsze mówiłem: do wszystkiego doszedłem ciężką pracą, nie jestem utalentowanym zawodnikiem. Inaczej niż moi rówieśnicy, nigdy się dobrze nie zapowiadałem. Paru ludzi już mnie skreśliło, powiedziało, że jestem tylko deblistą. Ale byłem uparty, szedłem do przodu. Dziś mam fantastyczny sztab szkoleniowy, dzięki któremu cały czas się rozwijam. Wiem, że moich kolegów czeka ciężka praca. Żeby się czegoś nauczyć, też będą musieli dostać parę razy po czterech literach.

http://www.sportowefakty.pl/tenis/2010/ ... jwyzej-no/


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:55 
Offline

Rejestracja: 02 sie 2011, 16:20
Posty: 2768
Cytuj:
Wojciech Fibak: Wrócił stary Kubot

Jakub Ciastoń: Co się dzieje z Kubotem? Przegrał z rzędu trzy mecze w I rundach.

Wojciech Fibak, legenda polskiego tenisa: Zaczął grać jak dawny Kubot, czyli niepewnie. Przestał wierzyć w siebie. Zaczęło się w meczu Pucharu Davisa z Finlandią. Przeleciał wtedy pół świata z Acapulco do Sopotu, żeby pomóc reprezentacji. Przedstawiał się na konferencjach jako "nowy Kubot", pewny siebie, zwycięski. Ale z Nieminenem nie umiał pokazać tej nowej klasy. I tą porażką zupełnie stracił pewność uderzeń, pogubił się. Opuścił Indian Wells, zrezygnował z punktów ATP, dalszego wspinania się w rankingu. Ciągle siedzi mu to w głowie. To trochę jak z Nadalem, który rok temu w Madrycie stracił pewność i rytm gry.

Chodzi tylko o psychikę? Łukasz miał też chyba pecha, bo wpadał na specjalistów od czerwonej mączki: Troickiego, Granollersa, Almagro.

- Po Australii był w Ameryce Południowej i doskonale sobie radził z fachowcami od kortów ziemnych. Rozbijał w puch Martineza, Hernandeza. Łukasz sprzed dwóch miesięcy wygrałby z Granollersem 6:1, 6:1. Wszystko jest w głowie. Przestał grać automatycznie. Po Pucharze Davisa znów zaczął myśleć, analizować, wątpić w siebie. Na to nałożyło się to, że Łukasz nigdy nie miał naturalnej wytrzymałości fizycznej. Jest pracowity, ale nie wygra meczu wytrzymałością Wilandera czy Borga. To też ma znaczenie na mączce. Po dobrym, wygranym secie z Almagro z Łukasza wyparowały i siła, i koncentracja, i wiara.

Ranking na poziomie 42. miejsca jest bardzo zawyżony?

- Przy całej sympatii dla Marty Domachowskiej mam nadzieję, że to nie będzie taki przypadek. Marta wystrzeliła do pierwszej czterdziestki i szybko z niej wypadła. Wierzę, że ciężko pracując, Łukasz może zostać wysoko na dłużej. Skoro ktoś taki jak Troicki może, to czemu nie Kubot? Męski tenis jest dziś piekielnie konkurencyjny. Łukaszowi na pewno może pomóc debel. W nim może odbudować pewność. Trening nie pomoże, on potrzebuje zwycięstw.

Jest w trudnej sytuacji. Przez kontuzję wycofał się z turnieju w Belgradzie, gdzie miał bronić 150 pkt. Czy tenisista z takim stylem gry - dość ofensywnym - może jeszcze liczyć na punkty na czerwonej mączce?

- Wielka szkoda, że nie może zagrać w Belgradzie. To była właśnie największa okazja do odwrócenia sytuacji. W tym tygodniu są trzy turnieje, tenisiści się rozpraszają, więc nie trafiłby od razu na przeciwników wysokiej klasy. Musi jednak pauzować i wróci dopiero za tydzień w Madrycie. Przekonanie, że atakujący styl gry Łukasza nie pasuje do mączki, jest błędne. Noah i Panatta wygrali Roland Garros, a grali: serwis - siatka, return - siatka, skrót - siatka. Łukasz gra podobnie, też ma obszerne uderzenie, potrzebuje dużo czasu na atak, mączka mu to gwarantuje. Łukaszowi powtarzam od lat, że podstawą jego gry powinien być atak drugiego serwisu rywala, atak po returnie. To bardzo peszy przeciwników. Łukaszowi zajęło to kilka lat, ale wreszcie zrozumiał, że w jego przypadku taktycznie lepiej zaryzykować, niż wchodzić w dłuższe wymiany. Nie byłby w setce i nie byłby tak dobrym deblistą, gdyby tego nie zrozumiał.

W setce rankingu ATP mamy dwóch Polaków. Jakie perspektywy są przed Michałem Przysiężnym?

- Łukasz dostał się do setki nietypowo, przez debel i eliminacje dużych imprez. Michał wszedł normalną drogą - przez challengery. Przed laty podążali nią Rybarczyk, Nowicki, Niedźwiecki. Mieli talent, ciężko pracowali, ale im się nie udało. To pokazuje, jak wielki sukces odniósł Michał. To nie tylko setki meczów, ale też podróże, samoloty, życie na walizkach, wielki stres. Michała nazwałem polskim Federerem, bo gra pięknie technicznie. I chyba uwierzył, że tym Federerem może być. Jest naturalnie szybki, jak Agnieszka Radwańska, potrafi zagrać wszystkie uderzenia z bajecznymi wolejami i podcięciami na czele. Ciągle jednak prześladowały go kontuzje i dopiero niedawno się skończyły. Wierzę, że utrzyma się w setce. Nie mogę się doczekać na jego mecz na Roland Garros.

W czołówce Federer przegrywa wcześnie w Rzymie. Murray i Djoković nie błyszczą. Rafael Nadal znów jest mocny.

- Roger nigdy nie zaczynał dobrze na mączce, ale potem się rozkręcał. Ze swoim talentem zawsze sobie da radę i w odpowiednim momencie wróci. Od niedawna jest ojcem. Dzieci ma rano, w dzień, wieczorem i w nocy. W jego życiu pojawiło się tysiąc nowych trosk. I dlatego nie wydobywa z siebie 100 procent w każdym turnieju. Ale będą takie momenty, że zagra skoncentrowany i będzie znów bardzo groźny.

Cieszy mnie powrót do formy Nadala. Rozmawiałem dużo z jego wujkiem Tonim. Z uśmiechem dziękował mi za rady, żeby grał więcej płaskiego, mocnego bekhendu. Kiedy Rafa nie uderza "pod górę", dyktuje warunki. Sztab Nadala zachowuje się mądrze. Wyciągnął wnioski z zeszłego roku. Chuchają na kolana. Nie grali w Barcelonie, nie pojadą też do Madrytu. To dobre decyzje przed Paryżem.

Djoković i Murray są w kryzysie. Szkot to wielki talent, ale nie wiadomo, jak go ustawić taktycznie. Kiedy rywal przestaje popełniać błędy i gra regularnie, Murray staje się bezradny. Djoković ma ten sam problem. Nie umie sam prowadzić gry. Jest zbyt defensywny.

Rozmawiał Jakub Ciastoń

http://www.sport.pl/celebrities/1,10462 ... Kubot.html

_________________
http://www.sportowefakty.pl/tenis

MTT Rank -4 (High Rank -2)

W: Winston-Salem '14 Newport '14 Brisbane '14 Shanghai '13 Beijing '13 Wimbledon '12 Rome '12 Madrid '12 Basel '11 Dubai '11 Sydney '11 Kuala Lumpur '10
F: Bercy'14 AO '14 Eastbourne '12 Barcelona '12 Munich '12 Beijing '11 Bercy '09
SF: Barcelona '14 Stockholm '13 Paris-Bercy '12 Toronto '12 Vienna '11 LA '11 Valencia '10 Moscow '10 Hamburg '10 Belgrade '10 Brisbane '10


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:56 
Offline

Rejestracja: 15 lip 2011, 16:13
Posty: 13291
Miami, po półfinale z Roddickiem:

Wojtek: Słuchaj Toni, jest taka sprawa, Rafa za dużo liftuje z bekhendu na półkort, przez to rywale zdobywają przewagę sytuacyjną, mogą go rozprowadzać po korcie, a on tylko bezproduktywnie biega!

Wujek Toni: :o

Wojtek: No wiem, to straszne. :(

Wujek Toni: Ale Ty mądrze mówisz, ja mu właśnie od lat to powtarzam, a on nic, nie słucha, dalej gra tak samo.

Wojtek: No jak to nie słucha, nasz Rafa, taki dobry chłopak, cała moja rodzina za nim szaleje, nie słucha?

Wujek Toni: No tak, nasz Rafa, taki dobry chłopak, cała twoja rodzina za nim szaleje, nie słucha!

Wojtek: :o

Wojtek: No ja bym rozumiał, żeby Roger nie słuchał, ale Rafa, taki dobry chłopak, cała moja rodzina...

Wujek Toni(zafrasowany i przygnębiony): Już nie wiem co robić... :(

Wojtek: Chyba mam pomysł...

Wujek Toni: Doradź Wojtek, ty masz taką wiedzę i pomysły świetne!

Wojtek: Wiesz, kiedyś, kiedy byłem mentorem Lendla...

Wujek Toni: Wiem, byłeś świetny, we wszystkich akademiach w Hiszpanii o tym uczą!

Wojtek: No więc Ivan nie chciał na trawie do siatki chodzić, nic nie pomagało. No to ja wpadłem na pomysł, żeby przekonać go siłą wielkiego tenisowego autorytetu.

Wujek Toni: :o

Wojtek: Powiedziałem mu, że Rod Laver patrzył na jego grę i uważa, że powinien więcej do siatki chodzić!

Wujek Toni: Genialne! :o

Wojtek: No to mu powiedz, że ja patrzyłem na jego grę i uważam, że powinien grać więcej płasko z bekhendu. Wiesz, ja Rafie chce pomóc, dobrze mu życzę, to taki wspaniały chłopak, cała moja rodzina...

Wujek Toni: Tak zrobię, to będzie ostatnia deska ratunku...

Monte Carlo, po finale:

Wojtek(szeroko się usmiecha)

Wujek Toni(biegnie do niego, ściska "na misia", potem całuje "z dubeltówki")

Wojtek: Chyba pomogło, Rafa gra zupełnie inaczej, tak się cieszę, to taki wspaniały chłopak, cała moja rodzina...

Wujek Toni: Dzięki Wojtek, dzięki! Zaraz po naszej rozmowie powiedziałem mu, że Wojtek Fibak patrzył na jego grę i uważa że...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:56 
Offline

Rejestracja: 02 sie 2011, 16:20
Posty: 2768
Cytuj:
Lukasz's Double Life

Lukasz Kubot is proving that hard work and a solid doubles game can be transformed into a viable force inside the doubles alley.

Tall, lean and bronzed, Lukasz Kubot looked more like a surfer than a tennis player until he decided to cut his long blond locks for the first time in 11 years after an early exit at Wimbledon in June. It came as a surprise to his family, but the amiable Pole has always made his own decisions. "I wanted to feel more comfortable and I am happy I made the change this summer," he says. "I'm hoping it will help my game!"

"When I was younger I sought perfection in everything I did."

As an energetic teenager he once confidently stated, "If I am as good as I am good-looking I would be Top 10 player," but he has since matured and has proven to be equally adept as a singles and doubles player. "On the court, I am pumped up and have a lot of energy, but off the court I feel I am easy going," he explains. "When I was younger I sought perfection in everything I did. I still have a tendency to do things at the last minute, but I am trying hard to change."

This year, he may have to revert to his old habit. Kubot and his Austrian doubles partner Oliver Marach, whose common language is a mix of English and German on court, are predicting late qualification for the Barclays ATP World Tour Finals in London. They are currently tied for fifth in the 2010 ATP Doubles Team Rankings. It is just their second full-season as a partnership.

"We missed three tournaments on clay at Stuttgart, Umag and Hamburg, when we could have picked up points on our favoured surface," says Kubot, who missed two months due to an ankle injury. "Having done so well at the start of the year, it was disappointing to be out for so long. But that's life. I am focusing on getting healthy as quickly as possible, because many teams have a chance at qualifying for the Finals."

KubotKubot and Marach excelled during the Latin American clay-swing in February, when they compiled an 11-1 mark. They won the Movistar Open in Santiago; finished runners up at the Brasil Open in Costa do Sauipe and won their fifth ATP World Tour team title at the Abierto Mexicano Telcel in Acapulco. They have a 24-15 match record on the season.

But Kubot admits his recent return to the ATP World Tour hasn't been easy. "It's been frustrating. I've undergone treatment three-to-four times a day, but I was also able to do fitness work on my upper body and the time off has helped me mentally, so that now I'm ready for the final push for London qualification."

The Lubin resident has another goal. In 2009, only four players – Jo-Wilfried Tsonga, Jurgen Melzer, Tommy Robredo and Pablo Cuevas – finished in the year-end Top 50 of both the singles and doubles ranking. Kubot hopes to achieve that feat this year.

Wielding a Fischer racquet, made famous by one of his childhood idols, former World No. 1 Yevgeny Kafelnikov, and with an equally weighty grip, Kubot – already a well-established doubles star – is looking to finish the year inside the Top 50 of the South African Airways 2010 ATP Rankings. It would mark the first time in 25 years a Pole has done so.

Popular among his fellow professionals, he is a fine returner, with a powerful serve, a solid forehand and long reach. As a lucky loser, Kubot was a singles finalist at the 2009 Serbia Open in Belgrade (l. to Djokovic) with a performance that he describes "as a complete career 360-degree turnaround."

"The time off has helped me mentally, so that now I'm ready for the final push for London qualification."

As a result of Agnieszka Radwanska's rise into the Top 10 of the Sony Ericsson WTA Tour Rankings, three Polish journalists travelled to the Australian Open in January, when they witnessed Kubot become the first Pole to reach a Grand Slam fourth round since Wojtek Fibak in 1982 at Roland Garros.

The following month, at the Brasil Open in Costa do Sauipe, he "played seven matches in three days to reach the singles and doubles finals," beating Albert Montanes, and Igor Andreev, only to run out of gas in the singles final (l. to Ferrero). In mid-April, he rose to a career-high No. 41 in the South African Airways 2010 ATP Rankings. "I'm determined to return to the Top 50 by year's end."

Of course, his newly earned reputation as a Polish sporting hero is a far cry from his early career, when "only my family believed in me and I didn't have the right people by my side to tell me what to do".

KubotNobody ever put pressure on him to play tennis, but Kubot was determined to succeed and silenced those detractors who considered him a laughing stock by insisting his "only talent is one for hard work," when he left Poland for Austria in search of a bigger pool of hitting partners, indoor courts and experienced, foreign coaches.

Tomas Hlasek, his Czech coach, has been a driving force behind Kubot's ranking improvement in recent years. "He has improved my game and forced me to be more aggressive, to play inside the baseline and mix it up," says Kubot, who often intersperses three to four hours of on-court training with long fitness sessions each day.

"I am learning all the time, especially in doubles. I am attempting to get closer to the net, to serve and volley and to think more about how I construct points."

With these additions to his armoury, Kubot firmly believes he can become an even better all-round player. "I have to make my body fitter and even though I am 28 years old, I think I can strengthen my legs and my serve. In the winter I will work hard to ensure I keep improving."

After years of hard work, Kubot is determined to maintain his singles and doubles career as long as he can and prove those critics wrong, who never dared to believe he could compete with the best.

http://www.atpworldtour.com/News/DEUCE- ... Kubot.aspx

_________________
http://www.sportowefakty.pl/tenis

MTT Rank -4 (High Rank -2)

W: Winston-Salem '14 Newport '14 Brisbane '14 Shanghai '13 Beijing '13 Wimbledon '12 Rome '12 Madrid '12 Basel '11 Dubai '11 Sydney '11 Kuala Lumpur '10
F: Bercy'14 AO '14 Eastbourne '12 Barcelona '12 Munich '12 Beijing '11 Bercy '09
SF: Barcelona '14 Stockholm '13 Paris-Bercy '12 Toronto '12 Vienna '11 LA '11 Valencia '10 Moscow '10 Hamburg '10 Belgrade '10 Brisbane '10


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:56 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lip 2011, 7:59
Posty: 6074
Kubot: Żyję tenisem 24 godziny na dobę

Cytuj:
Łukasz Kubot, najwyżej rozstawiony tenisista w challengerze ATP - Pekao Szczecin Open (z pulą nagród 106 500 euro), jest znany z perfekcjonizmu, pracowitości i tego, że tenis stawia na pierwszym miejscu.

- Poza tenisem nie mam praktycznie innych zainteresowań. Nie gram w tenisa dla pieniędzy. Wkładam w grę całe serce i żyję tenisem praktycznie 24 na 24 godziny. Nie da się inaczej, jeśli chce się osiągnąć w tym sporcie sukces - powiedział Kubot.

Tenisista z Lubina pod koniec ubiegłego roku przebił się do pierwszej setki rankingu ATP World Tour. W kwietniu był numerem 41., zanim spadł na 63. miejsce w wyniku kontuzji stawu skokowego. Od dwóch sezonów należy do ścisłej czołówki deblistów, a w listopadzie zadebiutował w turnieju masters - ATP World Tour Finals.

- Trudno znaleźć czas na cokolwiek innego, tym bardziej jeśli gra się jednocześnie singla i debla. Wtedy dochodzi jeszcze jeden trening deblowy i regeneracja, która w moim wieku jest bardzo ważna. Jeśli się chce coś dobrze robić, to trzeba się na tym skupić w stu procentach i ja tak robię. Poza tym cały czas staram się poprawić jakieś rzeczy, testować nowe rzeczy jak naciągi, rakiety czy buty, które mogą pomóc grać jeszcze lepiej - powiedział 28-letni Kubot.

- To, że kiedyś wszystko postawiłem na tenis zaczęło owocować w ubiegłym roku i zrealizowałem dziś swoje cele. Może teraz jest niewielki zastój, ale wiem, że to znów ruszy. Jestem w połowie pierwszej setki w singlu i wciąż mam szansę na drugi występ w turnieju masters, wśród ośmiu najlepszych debli. Ten sezon jest więc dla mnie udany - dodał.

Po dobrych wynikach w styczniu i lutym, później wiodło mu się nieco gorzej, ale dzięki wysokiemu rankingowi bez kwalifikacji mógł występować w turniejach rangi Masters 1000.

- Na wiosnę zacząłem grać turnieje na najwyższym szczeblu. W ubiegłym roku przechodziłem w nich czasem eliminacje, byłem rozegrany, lepiej czułem kort i piłkę mając za sobą już dwa, trzy mecze. Teraz od razu byłem w głównej drabince, a w pierwszym meczu trafiałem na zawodników z czołowej "30". Przeciw nim ma się jedną czy dwie szanse w secie i trzeba je wykorzystać, a to niełatwe - powiedział Kubot.

- To dla mnie nowe doświadczenie, bo w tym sezonie po raz pierwszy znalazłem się tak wysoko. Przekonałem się też, że jeszcze nie mam szans walczyć z najlepszymi zawodnikami. No i trzeba mieć też szczęście, bo jak się trafia w pierwszej rundzie na Davida Nalbandiana, Nicolasa Almagro czy Johna Isnera, to ciężko jest przejść dalej. Dlatego trzeba pochylić głowę i dalej pracować - dodał.

Na turnieje jeździ z czeskim szkoleniowcem Tomasem Hlaskiem i trenerem od przygotowania fizycznego.

- Niedawno moja współpraca z Ivanem Machitką dobiegła końca i mam teraz nowego trenera od przygotowania fizycznego Romana Barta. On i Tomas bardzo mi pomagają. Uważam, że w tym sezonie jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa. Wierzę, że coś jeszcze trafię - powiedział.

Od kilku lat bazą treningową i wypadową polskiego tenisisty jest Praga.

- Tam wszystko jest poukładane, każdy ma swój system przygotowań, cykl treningowy. No i jest duża rywalizacja, choć może obecnie nieco mniejsza, bo ta starsza generacja zawodników, jak Bohdan Ulihrach czy Tomas Zib, powoli kończy kariery. Jednak tam cały czas jeden drugiego ciągnie w górę i to jest klucz do ich sukcesów - powiedział Kubot.

- Myślę, że właśnie dzięki Czechom poszedłem do góry. Ostatniej zimy przepracowałem parę dni z Tomasem Berdychem, graliśmy też sparingi, które popchnęły mnie trochę do przodu. Mogłem też podglądać Radka Stepanka, czyli urozmaiconą grę serwis-wolej. Uderzająca jest duża pokora wśród tych zawodników, świadomość tego, że są dziś na topie, ale wciąż muszą ciężko pracować, żeby wytrzymać konkurencję młodszych graczy. Takie podejście mi odpowiada - dodał.

Kubot odpadł w 1/8 finału Pekao Szczecin Open, po porażce 4:6, 5:7 z Czechem Lukasem Rosolem.

http://www.eurosport.pl/tenis/pekao-szc ... tory.shtml


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:58 
Offline

Rejestracja: 17 lip 2011, 8:19
Posty: 6465
Singlowe zwycięstwa Polaków w Wielkim Szlemie:

Cytuj:
1. Wojciech Fibak 55
2. Władysław Skonecki 22
3. Ignacy Tłoczyński 20
4. Wiesław Gąsiorek 14
5. Łukasz Kubot 11
6. Czesław Spychała 7


źródło: sportowefakty


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:59 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 lip 2011, 16:30
Posty: 1263
Lokalizacja: Warszawa
Cytuj:
The Biofile Lukasz Kubot

Obrazek
Lukasz Kubot, 29, is currently No. 93 in the
South African Airways 2011 ATP Rankings.


Poland's Lukasz Kubot reveals his favourite meal, funniest tennis memory and the last book he read in this biofile...

First Tennis Memory: “With my friend and my parents to the tennis courts. That’s the first thing I remember from tennis.”

Tennis Inspirations: “Well, when I was younger, my father was a soccer player, so I was playing soccer. And tennis. And when I became 15 I decided to play more tennis. My inspirations were Kafelnikov, Edberg and Bjorkman.”

Last Book Read: “The Alchemist by Coelho.”

Favourite Movies: “I grew up with Rocky movies. Over The Top with Sylvester Stallone [smiles].”

Hobbies/Leisure Activities: “Soccer, basketball, a lot of sports. And if there’s time, going to the beach.”

Favourite Meal: “Tomato soup from my mom.”

Favourite Ice Cream Flavor: “No ice cream.”

Pre-Match Feeling: “Exciting. Looking forward to the match. Pumping up, for sure. Just staying focused.”

Greatest Sports Moment: “Just that I was born and that I have a life [smiles]. But…that I’m doing in my life what I’m doing and I’m enjoying the life with it.”

Most Painful Moment: “Always when you’re having injuries.”

Favourite Tournaments: “Let’s say Acapulco and Belgrade.”

Current Car: “Audi A6."

Closest Tennis Friends: “Oliver Marach and Mariusz Fyrstenberg.”

Funniest Players Encountered: “Dmitry Tursunov.”

Toughest Competitors Encountered: “I had the worst feeling against Jiri Vanek of Czech Republic, but I made it through, I beat him once. And Davydenko.”

Strangest Match: “6-0 against the Bryans [in 2009] in Cincinnati.” (Editor's note: The Bryans came back for a 0-6, 6-4, 10-4 win over Kubot-Marach.)

Funny Tennis Memory: “Funny was once I played with Oliver in doubles. And I hit him with my serve to the head. And the ball didn’t go left or right – it went 20 meters straight up. Fell down and the ball fell down and hit him again. And we were playing French guys in the Challenger. It was at the end of 2005, the Challenger in Doha. After, it was the ATP tournament. And the first question that I asked Oliver, Man, sorry, are you okay? And his answer was like, Man, I want to win [smiles]. So I had a second serve after and I couldn’t stop laughing. So I was laughing. I got a time violation from the referee. And I hit the second serve directly to the fans with my frame [smiles]. So that was probably the funniest.(Win?) We win the match. We won the tournament with a wildcard. And we played semifinal in Doha tournament, which actually started the doubles career.”

Favourite Players To Watch: “Tomas Berdych and Radek Stepanek."

People Qualities Most Admired: “That they are staying on the ground. And when somebody goes on the court, that they try to give the best. And I like those kinds of players that are mixing and coming to the net, playing aggressive. So I like those kinds of players.”

Courtesy of Scoop Malinowski, tennis-prose.com

http://www.atpworldtour.com/News/Tennis ... Kubot.aspx

_________________
I can cry like Roger, just a shame I can't play like him. AM


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:59 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 lip 2011, 17:51
Posty: 3858
Lokalizacja: Kraków
Cytuj:
Marzeniem igrzyska w Londynie

Najwyżej sklasyfikowany obecnie w rankingu ATP polski tenisista Łukasz Kubot (60) powiedział podczas środowej konferencji prasowej w Poznaniu, gdzie gra w challengerze Porsche Open powered by Enea, że jego marzeniem jest udział w igrzyskach w Londynie. - Czasu wolnego prawie nie mam. Chciałbym po Poznaniu krótko odpocząć. Myślę już o US Open. Wcześniej wystartuję w Waszyngtonie. Sukcesy w singlu w dużej mierze zawdzięczam występom w deblu. Dlatego, zgodnie z umową, będę do US Open występował również w turniejach z Oliverem Marachem. Nie ukrywam, że moim marzeniem jest udział w igrzyskach w Londynie. W tenisowej szatni olimpijski turniej nazywa się Piątym Wielkim Szlemem - powiedział Kubot.

Pytany o to, skąd wzięły się pozytywne zmiany w jego grze i sukcesy w ostatnich miesiącach, wskazał na towarzyszącego mu czeskiego szkoleniowca Jana Stočesa.

- Nawiązaliśmy współpracę w listopadzie ubiegłego roku. Jestem z niej bardzo zadowolony. Trener jest osobą bardzo doświadczoną. To on nauczył mnie agresywnego tenisa. Jego rady są dla mnie cenne - zaznaczył rozstawiony z "jedynką" Kubot.

Przyznał, że rzadko bywa w Polsce, a pełne trybuny kortu centralnego w Poznaniu dowodzą, że: - Ludzie chcą oglądać tenis w moim wykonaniu. Wprawdzie kwalifikant ze Słowacji Kamil Čapkovič omal mnie nie pokonał, ale walczyłem do końca i zdołałem wygrać. Zawsze zresztą mówię, że najtrudniejsza jest I runda. W II trafiam na przeciwnika, z którym zmierzyłem się tylko raz, trzy lata temu, i który gładko mnie pokonał. To Włoch Marco Crugnola. Będę chciał się zrewanżować za porażkę. Nie myślę jednak na razie o tym czy wygram turniej w Poznaniu czy też awansuję do finału. Chciałbym pokazać dobry tenis.

Kubot włada kilkoma językami. Pytany czy to sprawa specjalnych uzdolnień odpowiedział: - Podczas turniejów staram się wiele rozmawiać w obcych językach. Angielskiego i rosyjskiego uczyłem się w domu i szkole. Niemieckiego - w Austrii, bo wiele razy tam przebywałem, grałem i trenowałem. Czeskiego - od niedawna. Czasami rozmawiam po ... polsku. Miejmy nadzieję, że nie będę musiał się uczyć chińskiego.

http://www.sportowefakty.pl/tenis/2011/ ... -londynie/

_________________
MTT:
W: Kuala Lumpur 09, Memphis 10, Eastbourne 10, World Tour Finals 10, Cincinnati 12, Auckland 14, Sydney 16, Quito 17, Buenos Aires 17, Halle 17, Umag 17
F: Metz 09, Basel 09, Johannesburg 10, Stuttgart 10, Toronto 10, Valencia 10, San Jose 11, Buenos Aires 16, Miami 17, Tokyo 17
Roland Garros & US Open doubles champion, Olympic silver & bronze medalist, World Team Cup 2010 winner.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 20:07 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 lip 2011, 21:04
Posty: 51414
Lokalizacja: Warszawa
Łukasz po okresie dobrej gry jest już 59 w rankingu Entry. Polakowi trochę brakuje do wyrównania jego najlepszego wyniku, czyli miejsca 41 (12.04.2010). Na dzień dzisiejszy Łukasz ma ujemny bilans gier w ATP: 54-63.

_________________
MTT - tytuły (17)
2017 (1) Cincinnati M1000
2016 (1) Sankt Petersburg
2015 (1) Rotterdam
2013 (3) Montreal M1000, Rzym M1000, Dubaj
2012 (1) Toronto M1000
2011 (4) Waszyngton, Belgrad, Miami M1000, San Jose
2010 (2) Wiedeń, Rotterdam
2009 (2) Szanghaj M1000, Eastbourne
2008 (2) US Open, Estoril


MTT - finały (18)
2017 (2) Sztokholm, Indian Wells M1000
2016 (2) Newport, Rotterdam
2015 (1) Halle
2014 (1) Tokio
2013 (2) Basel, Kuala Lumpur
2011 (3) WTF, Cincinnati M1000, Rzym M1000
2010 (2) Basel, Marsylia
2009 (4) WTF, Stuttgart, Wimbledon, Madryt M1000
2008 (1) WTF


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 14 sie 2011, 19:49 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 sie 2011, 20:30
Posty: 293
Z oficjalnej strony Kubota:
Cytuj:
Niestety z powodu przedłużającej się kontuzji nadgarstka, który w dalszym ciągu nie jest wystarczająco sprawny, by grać na najwyższym poziomie Łukasz jest zmuszony zrezygnować ze startu w Cincinnati . W chwili obecnej Łukasz poddaje się zabiegom i ma nadzieję, że wystąpi na US Open, który rozpoczyna się 29. sierpnia.

_________________
"It's not how much money I'm playing for. I'm playing because I love the game. I love competing." - Lleyton


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 14 sie 2011, 19:57 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lip 2011, 7:59
Posty: 6074
Szkoda, stracił 2 Mastersy, a w dobrej formie mógł ugrać kilka cennych punktów.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 15 sie 2011, 19:50 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 sie 2011, 17:43
Posty: 1043
Łukasz Kubot awansował o jedną lokatę i jest obecnie na 57 miejscu w rankingu ATP (22.08.2011)

_________________
RUCH CHORZÓW


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 171 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 9  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
POWERED_BY