mtenis.com.pl

mtenis.com.pl

Forum tenisowe ATP
Dzisiaj jest 16 gru 2017, 14:00

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 120 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna
Autor Wiadomość
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:20 
Offline

Rejestracja: 15 lip 2011, 16:13
Posty: 13320
Obrazek Mariusz Fyrstenberg/Marcin Matkowski

Obrazek

Cytuj:
Mariusz Fyrstenberg
Państwo Polska
Miejsce zamieszkania Warszawa
Data urodzenia 8 lipca 1980
Miejsce urodzenia Warszawa
Wzrost 193 cm
Masa ciała 80 kg
Gra leworęczna
Status profesjonalny 2001


Cytuj:
Marcin Matkowski
Państwo Polska
Miejsce zamieszkania Szczecin
Data urodzenia 15 stycznia 1981
Miejsce urodzenia Barlinek
Wzrost 187 cm
Masa ciała 80 kg
Gra praworęczna
Status profesjonalny 2003


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:24 
Offline

Rejestracja: 15 lip 2011, 16:13
Posty: 13320
Osiągnięcia najlepszego polskiego debla:

Tytuły (13)
2012 (2) Barcelona, ATP World Tour Masters 1000 Madryt
2010 (1) Eastbourne
2009 (2) Kuala Lumpur, Eastbourne
2008 (2) TMS Madryt, Warszawa
2007 (2) Wiedeń, Sopot
2006 (1) Bukareszt
2005 (1) Sopot
2004 (1) Costa Do Sauipe
2003 (1) Sopot

Finały (20)
2011 (2) WTF, US Open
2010 (4) Wiedeń, TMS Szanghaj, Pekin, Kuala Lumpur
2009 (2) TMS Szanghaj, Waszyngton
2008 (3) Metz, Bukareszt, Barcelona
2007 (3) TMS Madryt, Metz, New Haven
2006 (5) Basel, Palermo, New Haven, Barcelona, Costa Do Sauipe
2005 (1) Palermo


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:25 
Offline

Rejestracja: 17 lip 2011, 8:19
Posty: 6423
Cytuj:
Najlepszy polski debel będzie miał stałego trenera
Po niezbyt udanym sezonie dla najlepszego polskiego debla Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego, tenisiści zdecydowali się podjąć na stałe współpracę z trenerem. Najchętniej u swojego boku widzieliby Nicka Browna, ale jest to możliwe dopiero od przyszłego roku.
"Obecnie Nick Brown jest jeszcze z nami związany, ale mamy nadzieję, że od przyszłego sezonu uda nam się z nim dogadać. Jesteśmy po wstępnych rozmowach z prezesem Polskiego Związku Tenisowego Jackiem Kseniem i możemy liczyć na pomoc finansową. Myślę, że tego nam brakuje, by przeskoczyć granicę ósmego, czy dziesiątego miejsca w światowym rankingu" - ocenił Fyrstenberg.

Brown sporadycznie pomagał już polskiemu deblowi. Chociażby przed turniejem w Eastbourne, który zakończył się zwycięstwem biało-czerwonych.


"Do końca roku będzie z nami Radosław Szymanik. Po nieudanym starcie w US Open przejrzeliśmy na oczy i dotarło do nas, że trener na stałe byłby znaczną pomocą. Jego brak to chyba główny powód wahania naszej formy" - dodał Matkowski.

Z wielkoszlemowym turniejem US Open debliści wiązali duże nadzieje. "Tego występu najbardziej żałuję. Jechaliśmy do Stanów dobrze przygotowani, turniej rozgrywany był na nawierzchni, która najbardziej nam pasuje. Porażka z Amerykanami Ryanem Harrisonem i Kaesem Van't Hofem, którzy wystąpili z dziką kartą, przyszła niespodziewanie i dla nas była dużym szokiem. Zapomnieliśmy już jednak o tym i staramy się patrzeć w przyszłość. Skrzydeł dodała nam wygrana w Pucharze Davisa" - przyznał Matkowski.

Fyrstenberg ma nadzieję, że właśnie to zwycięstwo podbuduje ich psychicznie. "Da nam kopa do lepszej gry. Jeśli będziemy się tak prezentować jak w Livepoolu, to kwestia kilku występów będzie, by zakwalifikować się do finału Mastersa w Londynie. Strata do ósmego zespołu jest kosmetyczna, ale biją się o nie cztery drużyny. Z drugiej strony mamy w tym doświadczenie. W 2008 roku załapaliśmy się w ostatnim momencie i w tych najbardziej nerwowych i stresujących sytuacjach jakoś sobie radziliśmy. Mam nadzieję, że i tym razem tak będzie".

Polskim deblistom pozostało do rozegrania sześć turniejów. W czwartek wylatują do Azji. Najpierw wystąpią w Kuala Lumpur, potem w Pekinie i Szanghaju, w którym turniej zaliczany jest do serii Masters.

"Zawody w Malezji natomiast są niższej rangi, nisko punktowane za wygraną. Traktujemy je jako przygotowania do następnych turniejów. Po pobycie w Azji wystąpimy w trzech turniejach w Europie, w tym w Paryżu, gdzie w ubiegłym roku rzutem na taśmę wywalczyliśmy finał Masters" - powiedział Matkowski.

Do czołowej ósemki, która ma prawo wystąpić w finale Masters w Londynie brakuje im niewiele. W tej chwili zajmują jedenaste miejsce.

"Mamy realne szanse na to, by się dostać. Jeśli się tam nie znajdziemy to na pewno uznamy sezon za bardzo słaby. Naszym ostatnim celem jest właśnie udział w londyńskiej imprezie" - dodał Matkowski.

We wtorek na rynku pojawiła się limitowana seria szwajcarskich zegarków marki Maurice'a Lacroix'a, których "twarzami" są Fyrstenberg i Matkowski. Do sprzedaży trafi 50 z nich.

"Jesteśmy drugim deblem na świecie, który może pochwalić się własną linią zegarków. Tylko amerykańscy bracia Mike i Bob Bryanowi maję podobną. To bardzo nas cieszy i jesteśmy z tego dumni" - powiedział Matkowski.

onet.pl


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:25 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 lip 2011, 17:51
Posty: 3898
Lokalizacja: Kraków
Cytuj:
Fyrstenberg i Matkowski zagrają z logo Olimpiad Specjalnych

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski wystąpią w kończącym sezon turnieju ATP World Tour Final w Londynie (22-29 listopada) z udziałem najlepszych ośmiu tenisistów i debli. Zagrają w koszulkach z logo Olimpiad Specjalnych.
- Rzesza ludzi z niepełnosprawnością intelektualną jest w Polsce bardzo szeroka. Miałem nawet okazję rozmawiać z nimi, to bardzo sympatyczne osoby. Skoro więc nadarzyła się taka okazja, by być ambasadorem Europejskich Letnich Igrzysk Olimpiad Specjalnych w Warszawie, od razu zgodziliśmy się - powiedział PAP Fyrstenberg.

Matkowski podkreślił, że to dla nich zaszczyt. - To, że zostaliśmy ambasadorami tego przedsięwzięcia, jest dla nas bardzo ważne. Staramy się jak najczęściej promować imprezę w wywiadach w różnych mediach, żeby jak najwięcej ludzi przyszło i dopingowało sportowców, normalnych osób, tylko niepełnosprawnych intelektualnie.

http://www.sport.pl/sport/1,65025,72682 ... lnych.html

_________________
MTT:
W: Kuala Lumpur 09, Memphis 10, Eastbourne 10, World Tour Finals 10, Cincinnati 12, Auckland 14, Sydney 16, Quito 17, Buenos Aires 17, Halle 17, Umag 17
F: Metz 09, Basel 09, Johannesburg 10, Stuttgart 10, Toronto 10, Valencia 10, San Jose 11, Buenos Aires 16, Miami 17, Tokyo 17
Roland Garros & US Open doubles champion, Olympic silver & bronze medalist, World Team Cup 2010 winner.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:26 
Offline

Rejestracja: 17 lip 2011, 8:19
Posty: 6423
Cytuj:
O polskim deblu: Są jak ogień i lód


- Są deblową kombinacją ognia i lodu w ATP Tour: Łatwopalny siłacz Marcin Matkowski i "człowiek z lodu" Mariusz Fyrstenberg. Polacy tworzą eklektyczny mix i są faworytami do zwycięstwa w ATP World Tour Doubles Champions - czytamy na stronie ATP.

Grają ze sobą od lat, ale ich pierwsze spotkanie nie należało do najprzyjemniejszych. Matkowski z Fyrstenbergiem poznali się na początku lat 90. w Poznaniu, przy okazji testów dla juniorów. Ten drugi popełnił błąd i usiadł w autokarze na miejscu zajętym kilka sekund wcześniej przez chłopaka, który jak się później okaże, zostanie jego tenisowym partnerem.

- Była cała zgraja 40 dzieciaków i usiadłem na tym miejscu w autokarze. Marcin siedział tam przede mną. Przyszedł kilka sekund później i powiedział do mnie wy.... To moje miejsce. Był wielkim gościem, więc nic nie powiedziałem - wspomina pierwsze spotkanie z Matkowskim Fyrstenberg.

- Nie pamiętam tej historii. Mariusz uświadomił mnie o tym kilka lat temu, ale wydaje mi się, że tylko część jest prawdą - broni się Matkowski. - Na pewno nie użyłbym takich słów - zaznaczył. Ale Fyrstenberg odpowiada: Dużo z tego jest prawdą. Po kilku latach gry ze sobą, jako juniorzy, polubiliśmy się bardziej. Po wielu godzinach gry na juniorskim Poziomie po pierwszych pięciu profesjonalnych turniejach stwierdzili, że połączą siły w deblu i wygrali Challengera w Szczecinie. - Tak się zaczęło - wspomina Marcin. - Grałem w tenisa w college'u UCLA, więc mogliśmy grać tylko w wakacje przez trzy lata.

- Nie wygląda na takiego, ale to głęboki myśliciel - Mariusz ocenia swojego partnera, który skończył ekonomię. - Nieważne czy finanse czy polityka, on zawsze wie, co się dzieje.

- W 2005 roku przez miesiąc nie występowali razem, ale są ostoją ATP World Tour. Wciąż grają wspólnie podczas gdy inne pary przychodzą i odchodzą. Różnice są ich siłą - opisuje Polaków strona internetowa ATP. - On jest silną osobowością na korcie i poza nim. Ma wzloty i upadki. Okazuje swoje emocje i często kłóci się z sędziami albo rywalami, ale wraca i koncentruje się na meczu. Ja jestem tym spokojnym, więc dobrze się dopasowaliśmy - stwierdził Mariusz Fyrstenberg.

- On jest jak moja żona - to komplement - odpowiada Marcin Matkowski. - Kiedy kłócę się na korcie, on mnie zawsze uspokaja - dodaje.

- Zapytajcie jakąkolwiek parę deblową, a oni odpowiedzą, że Polacy są jednymi z najgroźniejszych rywali na planecie, mogącymi pokonać każdego (W 2008 roku dwukrotnie pokonali Nestora i Zimonjicia i raz braci Bryanów - czytamy. Matkowski i Fyrstenberg są jednak bardzo niekonsekwentni, dlatego nie osiągnęli takich samych sukcesów jak Nestor z Zimonjiciem i bracia Bryanowie.

- Czujemy, że zasłużyli w tym roku na miejsce w pierwszej piątce i stać nas na to - mówi Mariusz. - Musimy być bardziej konsekwentni i powinniśmy lepiej prezentować się w wielkim szlemie. Tego chcemy, zwłaszcza po tym, czego dokonaliśmy, w poprzednim sezonie, zdobywając tytuł w Madrycie i docierając do półfinału Tennis Masters Cup.

Marcin dodaje: Polegamy na naszym serwisie, a kiedy serwujemy dobrze, wiemy, że możemy pokonać każdego. Inni nie lubią z nami grać, bo nigdy nie wiedzą, czego się spodziewać. Możemy wyjść i posyłać rakiety albo być wolni.

eurosport.pl


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:26 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 lip 2011, 17:51
Posty: 3898
Lokalizacja: Kraków
Cytuj:
Szymanik: debliści nie muszą być jak dobre małżeństwo

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski to dwójka tenisistów o odmiennych charakterach, które czasem rodzą konflikty - uważa Radosław Szymanik. Kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Davisa, jako trener, pomaga polskiemu deblowi rozwiązywaniu takich sytuacji i ustabilizowaniu formy.
"Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że debel przypomina dobre małżeństwo. Oni naprawdę rozumieją się, lubią się, choć są zupełnie innymi ludźmi. Marcin ma bardziej charakter dyktatorski, lubi być przywódcą i rządzić, a Mariusz jest trochę bardziej uległy. Ale to nie znaczy, że w pełni się dostosowuje do tego, co Marcin powie, bo też ma swoje zdanie, aczkolwiek w inny sposób je pokazuje" - powiedział PAP Radosław Szymanik.

Kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Davisa w ostatnich miesiącach roku podróżował z deblistami i pomógł im zakwalifikować się do kończącego sezon turnieju ATP World Tour Finals w Londynie.
"Jeśli wygrywają i są na fali, to sami sobie dają radę. Problem się pojawia, gdy przychodzą porażki, bo wtedy ma się pretensje nie tylko do siebie, ale i do partnera. Napięcie między nimi przenosi się poza kort i tutaj zaczynają się sprawy, które ja pomagam im rozwiązać" - powiedział Szymanik.

"Często jest tak, że mecz omawiamy wspólnie, ale niektóre sprawy omawiamy indywidualnie i myślę, że jest to dla nich ważne, bo mogą się komuś wygadać. Będąc tylko we dwójkę, w ogromnym stresie, nie zawsze potrafią powiedzieć do siebie słowa, które chcieliby powiedzieć" - dodał.

W poprzednich sezonach Szymanik współpracował już okresowo z Fyrstenbergiem i Matkowskim. Wówczas mieszkał podczas turniejów w jednym pokoju, najczęściej z Mariuszem.

"To nie było dobre, bo gdy spędzaliśmy mnóstwo czasu razem, chcąc nie chcąc, gdzieś mogło następować zmęczenie materiału. Dlatego teraz ustaliliśmy pewną niezależność, więc każdy ma oddzielny pokój. Czyli jeżeli ktoś nie ma humoru i chciałby w inny sposób spędzić czas, to może to robić" - powiedział trener.

Jednym z ulubionych sposobów na rozładowanie napięcia są zakłady o banalne rzeczy, jak to kto niesie torby kolegów w drodze na korty, kto podaje im obiad, a czasem stawką jest pięć dolarów.

"Są też wspólne kolacje, na których chłopcy często wspominają dawne mecze grane przeciwko sobie, czasem nawet kłócą się o wynik, o to czy konkretna piłka była dobra czy autowa. Natomiast jeżeli chodzi o program +atrakcji turystycznych+ na turniejach to specjalistką od tego jest żona Mariusza. Przyjeżdżając na turniej ma listę opracowaną i każdego dnia chodzą i oglądają coś" - powiedział Szymanik.

"Marcin jest fanem polityki i książek sensacyjno-przygodowych. Bardzo dużo czyta, także w internecie i jest biegle zorientowany w sytuacji politycznej nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Myślę, że po zakończeniu kariery będzie mógł pójść w tym kierunku, bo jest to jego konik. Do tego jest fanem filmów, więc wskaże i zawsze dobrą książkę czy autora, ale spokojnie mógłby być też krytykiem filmowym w niejednym czasopiśmie. Na przykład będąc w tym roku w Chinach kupił 88 filmów" - dodał.

Fyrstenberg i Matkowski tworzą jeden z czołowych debli świata od kilku sezonów, a na dobre wspólną grę rozpoczęli w 2003 roku. Wygrali dziesięć turniejów ATP, trzykrotnie wystąpili w turnieju masters, a w Wielkim Szlemie najdalej doszli do półfinału w Australian Open w 2006 roku.

"Na korcie są ze sobą na dobre i na złe, a nie zawsze zdarza się, że obydwaj wychodzą na mecz w optymalnej dyspozycji psychicznej i fizycznej. Zdarza się, że ktoś się źle czuje, czy gra z chorobą, tak jak Marcin w październiku w Kuala Lumpur. Przez cały tydzień brał antybiotyki przepisane przez lekarza, bo miał zapalenie oskrzeli. Mimo to wygrali turniej, co jest ewenementem" - powiedział Szymanik.

"Po meczu przyznał, że już po secie czuł się, jakby walec po nim przyjechał. Marcin na wpół żywy, a Mariusz wiedział o tym, ale musieli udawać przed przeciwnikami, że wszystko jest ok, dlatego Mariusz musiał brać na swoje barki ciężar gry. Mogli skreczować, ale to jest wzajemna odpowiedzialność, bo Marcin wiedział, że przylecieli tam razem i jeśli jest w stanie wyjść na kort, a lekarz mu nie zabronił, to gra do końca" - dodał.

http://sport.onet.pl/74445,1248732,2100 ... omosc.html

_________________
MTT:
W: Kuala Lumpur 09, Memphis 10, Eastbourne 10, World Tour Finals 10, Cincinnati 12, Auckland 14, Sydney 16, Quito 17, Buenos Aires 17, Halle 17, Umag 17
F: Metz 09, Basel 09, Johannesburg 10, Stuttgart 10, Toronto 10, Valencia 10, San Jose 11, Buenos Aires 16, Miami 17, Tokyo 17
Roland Garros & US Open doubles champion, Olympic silver & bronze medalist, World Team Cup 2010 winner.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:26 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lip 2011, 7:59
Posty: 6074
Cytuj:
Jest kawalerem, ale większość czasu spędza z innym mężczyzną. Był sparingpartnerem Pete’a Samprasa w słonecznym Los Angeles, ale z Johnem McEnroe już nie chciał trenować. Dla tenisa przerwał studia na prestiżowym Uniwersytecie Kalifornia. Marcin Matkowski, czyli „połówka” naszego eksportowego debla, kończy 29 lat.
Jako chłopak zaczynał naukę gry w tenisa na parkietach sal gimnastycznych w Szczecinie. Wtedy nie było jeszcze ogrzewanych balonów, hal tenisowych. Gdy miał 9 lat pierwszy raz spotkał Mariusza Fyrstenberga, choć sam nie pamięta tego zdarzenia. Za to jego kolega nie zapomniał o tej sytuacji. - Spotkaliśmy się podczas turnieju w Poznaniu. Zajął moje miejsce na ławce i kiedy zwróciłem mu uwagę, odpowiedział: spadaj Fyrstenberg.

Dzisiaj Marcin śmieje się z tego zdarzenia, żartując, że już wtedy ustawił sobie kolegę z drużyny. Inna sprawa, że z tej dwójki to właśnie Matkowski uchodzi za bardziej kłótliwego i zadziornego, a Fyrstenberg jest oazą spokoju. Ojciec, Zbigniew Matkowski, bardzo chwali Mariusza: - Syn trafił na inteligentnego partnera. Potrafi podpowiedzieć sensowne rozwiązanie, a gdy trzeba, uspokoić.

O tym, że będzie grał w tenisa wiedział pewnie od dziecka, ale nie przypuszczał, że jego specjalizacją będzie debel. Na grze pojedynczej koncentrował się jedynie niecały rok. Dzisiaj otwarcie mówi, że nie żałuje tej decyzji. Wybierając grę deblową, może sobie także wydłużyć tenisową karierę. Daniel Nestor ma 38 lat, Mark Knowles 39, Mahesh Bhupathi 36, a Leander Paes 36. To absolutna czołówka świata.

Pierwszym sukcesem Marcina było wygranie w parze z Fyrstenbergiem challengera w rodzinnym Szczecinie w 2001 roku. Później rozpoczął studia ekonomiczne w Kalifornii. Jednak największym pożytkiem z tego okresu były chyba treningi i sparingi z Samprasem oraz wizyta w rezydencji byłego arcymistrza Wielkiego Szlema.

Po trzech latach, na szczęście dla polskiego tenisa, Marcin zrezygnował ze studiów i nie został kolejnym specjalistą, który w czasie ogromnych spadków giełdowych uspokajałby ludzi mówiąc, że nie ma obaw o przyszłość gospodarki. Miał przed sobą ważniejsze sprawy: igrzyska olimpijskie w Atenach w 2004 roku.

Marcin wrócił więc do Polski i w 2003 roku wygrał pierwszy turniej ATP: w Sopocie, oczywiście u boku Fyrstenberga. I od tej pory ich deblowy ranking przypomina wykres WIG20 z najlepszych czasów. Wzrosty, lekka korekta, i znowu wzrosty. Taką korektą była chwilowa zmiana partnera w 2004 roku, gdy Marcin grał razem z Niemcem Alexandrem Waske.

Nie ma co ukrywać, że oprócz dobrze dobranego partnera, kluczem do sukcesu był sponsoring polskiego tenisa przez Prokom. – Gdyby nie to, prawie wszystkie zarabiane przez nas pieniądze zjadłyby koszty podróży i startów. A być może wcale by nas nie było w zawodowym tenisie - mówił Matkowski w 2004 roku.

W tamtych czasach nasza para grała już solidny tenis, ale do końca nie wierzyła w swoje umiejętności. Fystenberg na pytanie, czy mogą wygrać z każdym: - No bez przesady, z braćmi Bryanami chyba jeszcze nie. Ale powoli oswajamy się z atmosferą wielkich imprez - krzywił się.

Powoli zaczęli wygrywać z deblami z czołówki rankingu. W 2008 roku po tytule w Madrycie Bob Bryan wysłał Fyrstenbergowi smsa z gratulacjami, ale przypomniał, że ich jeszcze nie pokonali. Dwa tygodnie później sms nie był już aktualny. Matkowski pod koniec 2008 roku mówił: - Dziś jesteśmy w zupełnie innym miejscu, niż przed dwoma laty. Wtedy psychicznie nie byliśmy gotowi na wielkie sukcesy.

Polscy tenisiści dzięki sukcesom uwierzyli w siebie i zaczęli myśleć o dalszej wspinaczce w światowym rankingu. Po przegranym półfinale Masters w 2008 roku, Fyrstenberg deklarował, że jeśli dalej będą się rozwijać w takim tempie, to następny sezon zakończą w pierwszej trójce rankingu. Nie zakończyli, ale Matkowski nie porzuca planów: - Wiemy, co musimy poprawić i w przyszłym sezonie może być tylko lepiej. Na koniec 2010 roku będziemy chcieli zostać parą numer trzy na świecie.

Marcin Matkowski jest znany nie tylko z najszybszego serwisu wśród czołowych deblistów (rekord to 231 km/h !), ale i z pewną historią, w którą zamieszany jest też McEnroe. Na turnieju w Graz podszedł do niego dyrektor turnieju i zapytał, czy nie poodbijałby z żywą legendą tego sportu. Marcin wspomina: - Odparłem, że nie, bo nie mam sprzętu. Zapytał, czy wiem, kim jest McEnroe. Odparłem, że wiem, ale nie mam sprzętu.

Marcinowi Matkowskiemu życzymy na rok 2010 pobicia rekordu prędkości serwisu Roddicka oraz wielkoszlemowego tytułu.

http://www.sportowefakty.pl/tenis/2010/ ... lat-matka/

Wszystkiego najlepszego Matka. ;-)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:27 
Offline

Rejestracja: 17 lip 2011, 8:19
Posty: 6423
Cytuj:
Cały tenisowy świat nam współczuje... ale nic nie zmniejszy naszego bólu po tej strasznej tragedii narodowej

Brak nam słów, żeby opisać to wszystko co sie stało... głęboko współczujemy rodzinom ofiar, łączymy sie z wszystkimi Polakami w tych trudnych chwilach. Uzgodniliśmy już z władzami ATP, że zagramy w żałobie, z czarnymi opaskami. O katastrofie dowiedziałem się z internetu, do Marcina zadzwonili rodzice... nie sposób teraz myśleć o tenisie wszystko traci sens wobec tej strasznej narodowej tragedii...

Chcieliśmy podzielić się z Wami ogromnym współczuciem , które otrzymujemy tu z każdej strony, wszyscy zawodnicy, trenerzy, których tu spotykamy składają nam wyrazy współczucia z powodu naszej strasznej narodowej tragedii, każdy podchodzi, powie kilka ciepłych i smutnych słów... czujemy tu, że świat nam współczuje... Pomyśleliśmy sobie, że usiądziemy i napiszemy te kilkanaście nazwisk i narodowości, żebyście wiedzieli, żebyście poczuli trochę jak Europa i Świat są w tych chwilach z nami, choć wiemy, że przecież nie ukoi to bólu po ogromnej stracie. Kondolencje i wyrazy współczucia składają nam, rodzinom ofiar i wszystkim Polakom m.in.: Hiszpanie -Rafael Nadal, Robredo, Verdasco, Montanes, David Ferrer, Juan Carlos Ferrero, Rosjanie Jużny, Andrejev, Francuzi - Tsonga, Benneteau, Arnaud Clement, Gasquet, Włosi - Seppi, Bolelli, Niemcy - Kochlshreiber, Petzschner, Benjamin Becker, Anglicy - Murray, Hutchins, Serbowie - Djokovic i Troicki, Chorwaci - Ljubicic, Cilic, Czech Berdych, Fin Nieminen. I wszyscy debliści z którymi graliśmy lub spotykaliśmy sie na turniejach - m.in. z Indii, Serbii, Kanady, Białorusi, Austrii, Czech, Izraela, Rosji, Belgii, Brazylii, RPA, Szwecji, Słowacji, Szwajcarii, Australii.

http://frytamatka.blox.pl/2010/04/Caly- ... c-nie.html


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:27 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 lip 2011, 17:51
Posty: 3898
Lokalizacja: Kraków
Cytuj:
Profesjonalizm Nadala (Mariusz)

Jak wszyscy wiedzą przez pył wulkaniczny pokrzyżował plany podróżnicze wielu osobom. Zawodnicy nie mieli łatwo z dostaniem sie do Barcelony a niektórzy jeszcze do tej pory nie dotarli. Szczęście w nieszczęściu, że Monte Carlo jest stosunkowo blisko. My wypożyczyliśmy samochód. 8 godzin podróży i byliśmy na miejscu. Większość wybierała taki sam rodzaj transportu ale Słowacy i Czesi, którzy nie grali w Monaco musieli spędzić dwa dni na podróży. Najgorszy przypadek spotkał Jordana Kerra. Australijczyk mieszkający w Londynie musiał wziąć prom do Danii. Później autobus a ostanie 12 godzin spędził w prywatnym, małym vanie gdzie zdołało się upchnąć 6 osób odwróconych do siebie nogami. I to jeszcze przez noc.

Lotniska zaczęli otwierać w samą porę bo inaczej wielu zawodników w ogóle by nie dotarło. Leander Paes jeszcze jest w Indiach i jego partner deblowy obawia się, że nie wyjdzie na kort.

Ci co dojechali własnymi autami muszę jechać nimi dalej do Rzymu co daje kolejne 1500km. podróży i z powrotem, robi się kłopot. Pechowcem jest również Michał Mertinak, który nie dość, że zmuszony był przyjechać własnym autem to jeszcze źle zaparkował przed hotelem i odholowali mu samochód.

David Ferrer nie zdążył by na pierwszą rundę, gdyby nie przyjechał po niego do Monaco kierowca z Barcelony. David tutaj trenuje więc może liczyć na taką pomoc od organizatorów turnieju.

Zwycięzcy debla w Monte Carlo- Nestor z Zimjonicem zostali odwiezieni przez dobrego znajomego Serba, więc również mieli szczęście.

Nadal po wygraniu nie spieszył się z powrotem. Od dawna wiedział, że nie zagra w Barcelonie. Już w Miami w szatni miałem okazje to od niego usłyszeć, że jeśli dobrze wypadnie w Monaco to da sobie tydzień wolnego. Ma rację, Rok temu nie zrobił sobie przerwy i w Madrycie zagrał bardzo długie mecze i przegrał w finale z Federerem a później Rolland Garros totalnie mu nie wyszedł. Dużo ludzi tutaj ma mu to za złe ale ja bym to nazwał profesjonalizmem.

http://frytamatka.blox.pl/html

_________________
MTT:
W: Kuala Lumpur 09, Memphis 10, Eastbourne 10, World Tour Finals 10, Cincinnati 12, Auckland 14, Sydney 16, Quito 17, Buenos Aires 17, Halle 17, Umag 17
F: Metz 09, Basel 09, Johannesburg 10, Stuttgart 10, Toronto 10, Valencia 10, San Jose 11, Buenos Aires 16, Miami 17, Tokyo 17
Roland Garros & US Open doubles champion, Olympic silver & bronze medalist, World Team Cup 2010 winner.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:28 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lip 2011, 7:59
Posty: 6074
Cytuj:
Polscy tenisiści zadowoleni ze skrócenia kalendarza ATP Tour

Obrazek Obrazek

Czołowi polscy tenisiści - debliści Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski oraz łączący starty w grze pojedynczej i podwójnej Łukasz Kubot są zadowoleni ze skrócenia sezonu ATP Tour od 2012 roku i wydłużenia przerwy wakacyjnej o dwa tygodnie, czyli do siedmiu.

- To słuszna decyzja, choć ma też drobne minusy. Sezon trwa zbyt długo, co widać w turnieju masters, gdzie wszyscy raczej już myślą o wakacjach, niż o grze na najwyższych obrotach. Szczególnie zmęczenie wychodzi u tych, którzy o miejsce w nim walczyli do samego końca - powiedział PAP Fyrstenberg, który z Matkowskim sezon zakończył dopiero 27 listopada.

Polski debel po raz czwarty wystąpił w kończącym sezon ATP World Tour Finals z udziałem ośmiu najlepszych tenisistów i ośmiu par świata. W londyńskiej O2 Arena z kompletem trzech zwycięstw wyszli z grupy, ale później odpadli w półfinale.

- Z drugiej strony skrócenie kalendarza to mniej czasu do tego, żeby zakwalifikować się do mastersa. Mnie i Marcinowi najlepiej zawsze się gra właśnie na jesieni, więc w sumie trochę na tym stracimy - uważa Fyrstenberg.

- To znaczy, że będziemy musieli się bardziej mobilizować w pierwszej połowie sezonu i wcześniej zapewnić sobie wysoką pozycję w rankingu. To pozwoli nam ze spokojem czekać na finałowy turniej, a nie gonić za punktami tydzień w tydzień do samego końca - dodał Matkowski.

Polacy grali w turnieju Masters Cup w Szanghaju w 2006 i 2008 roku oraz w ostatnich dwóch sezonach po jego przeprowadzce do Londynu i zmianie nazwy na ATP World Tour Finals. Za każdym razem kwalifikację zdobywali podczas ostatniej imprezy przed mastersem w paryskiej hali Bercy.

- Klucz do sukcesu jest prosty. Musimy trochę lepiej grać w Wielkim Szlemie i unikać głupich wpadek w turniejach ATP Masters 1000, a punkty przyjdą same. Wtedy będziemy mogli rzadziej grać w małych turniejach, albo traktować je bardziej treningowo, a nie jako możliwość odrabiania strat - uważa Matkowski.

Skrócenie kalendarza od 2012 roku możliwe będzie dzięki przesunięciu terminów czterech turniejów oraz rezygnacji z wolnego tygodnia między rywalizacją w hali Bercy, a mastersem. Dzięki temu tenisiści będą mogli udać się na wypoczynek już w połowie listopada.

- Lato to dla nas środek sezonu i to raczej "gorący". Od lipca do połowy września gramy w Ameryce, aż do US Open i wtedy nie ma czasu na odpoczynek. Miałem w tym roku w lipcu i sierpniu trochę przymusowy urlop, bo przez sześć tygodni nie mogłem grać przez kontuzję stopy. To nie było niestety przyjemne i nawet przez chwilę ni myślałem o wakacjach, tylko chciałem jak najszybciej wrócić na kort - powiedział PAP Łukasz Kubot, który zakończył sezon na 70. miejscu w singlu i dziesiąty w deblu, najwyżej ze wszystkich Polaków.

- Decydując się na uprawianie tenisa, wiedziałem co wybieram, czyli także krótkie wakacje w listopadzie. Najczęściej wtedy na tydzień, najwyżej dziesięć dni, gdzieś się wybieram i wyłączam telefon, żeby mieć całkowity spokój. Jak tylko uda mi się +zresetować+ od razu zaczynam przygotowania do nowego sezonu. Nawet na wakacjach nie leżę bykiem na plaży, tylko dbam o kondycję fizyczną, choć bez rakiety. Biegam, gram w piłkę czy siatkówkę. Dla mnie to jest relaks - dodał.

W tym roku Kubot z Austriakiem Oliverem Marachem po raz drugi z rzędu wystąpili w ATP World Tour Finals. Po dwóch słabych meczach stracili szanse na wyjście z niej, ale sezon zakończyli pokonując Kanadyjczyka Daniela Nestora i Serba Nenada Zimonjica. Była to ostatnia porażka pary numer dwa na świecie, która triumfowała potem w mastersie. W przyszłym roku Nestor będzie występował z Białorusinem Maksem Mirnym, a Zimonic z Francuzem Michaelem Llodrą.

- Wyraźnie mieliśmy zadyszkę po długim i bardzo ciężkim sezonie, w którym łączyłem debla z grą w singlu. Tym bardziej cieszę się ze skrócenia kalendarza, bo dłuższe wakacje dadzą mi więcej czasu na zregenerowanie się i zbudowanie kondycji na kolejny rok. Nie jestem już zbyt młodym zawodnikiem, a z wiekiem na odzyskanie sił i zbudowanie kondycji potrzeba więcej czasu - powiedział PAP 28-letni Kubot.

http://www.sportowefakty.pl/tenis/2010/ ... -atp-tour/


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:29 
Offline

Rejestracja: 17 lip 2011, 8:19
Posty: 6423
Cytuj:
[Są żony, które spędzają na kortach każdą chwilę - rozmowa z Mariuszem i Martą Fyrstenbergerami

Mariusz Fyrstenberg od kilku lat jest w czołowej dziesiątce deblistów świata. W 2010 roku po raz pierwszy i to niemal przez cały sezon tenisowy towarzyszyła mu żona Marta, jeżdżąc z nim na większość turniejów, w których gra z Marcinem Matkowskim.

PAP: Właściwie państwo Fyrstenbergowie mają za sobą pierwszy rok przykładnego małżeństwa. Większość czasu spędzonego wspólnie na turniejach to dobry czy zły pomysł?


Mariusz: Tak jest zdecydowanie lepiej, bo już nie ma czegoś takiego, że po trzech tygodniach się tęskni za domem i chce wracać, tylko można jechać na kolejny turniej i dalej grać. Poza tym Marta jest zawsze wsparciem, jakby trzecią osobą w naszym teamie. Na przykład nie musimy się z Marcinem kłócić między sobą, tylko zawsze możemy się kłócić z Martą i od razu jest lepsza atmosfera.

Czyli w 2011 roku będzie podobnie?


Marta: Tak, chyba się już przyzwyczaiłam do życia na walizkach i raczej mi to odpowiada. Jesteśmy ze sobą na co dzień, budzimy się rano, jemy razem kolację, spędzamy wieczory. Wcześniej czekałam aż mąż wpadnie na kilka dni, zanim ruszy dalej.

Czyli teraz dom jest miejscem, gdzie trzeba się przepakować przed kolejnym wyjazdem?


Marta: Zaraz po przyjeździe jest trochę rzeczy do zrobienia i uporządkowania, ale to już są moje obowiązki. Mariusz jest w pracy na turniejach, ja w domu. Jakoś to funkcjonuje dość sprawnie.

Mariusz: To o wiele lepsze rozwiązanie. Zresztą rozmawialiśmy o tym z innymi zawodnikami. Właściwie są zgodni, że jak się jest większość roku poza domem, a żona zostaje na miejscu, bo pracuje na stałe, to często są problemy, bo ludzie się odzwyczajają od siebie. A jeśli nawet nie, to samej kobiecie, na przykład z dziećmi, ciężko poukładać wszystkie życiowe sprawy. Myślę, że tak, jak teraz, jest zdrowiej dla nas.

Ale na dłuższą metę ciągłe latanie, lotniska, te same hotele i miejsca, robią się chyba męczące?


Mariusz: Może trochę tak, ale na przykład u mnie wciąż jest jeszcze silniejszy zachwyt tenisem niż znużenie. Do życia w hotelach się przyzwyczaiłem, ale nienawidzę lotnisk, zresztą Marcin podobnie. Gdybym miał inne źródło dochodów, to pewnie zdecydowałbym się na coś innego.

Czy po roku ciągłego oglądania meczów męża nie pojawił się przesyt tenisem?


Marta: Są żony, które spędzają na kortach każdą chwilę, czy to trening, czy mecze mężów, albo ich kolejnych przeciwników. Ja zdecydowanie do nich nie należę, a oglądam tylko mecze. Ważne jest dla mnie miejsce, w którym jestem, nawet jeśli dobrze znam to miasto. Lubię sztukę, a zawsze są jakieś wystawy, z czego chętnie korzystam. Przyzwyczaiłam się, że większość dnia spędzam sama. Lubię też czasem wybrać się na zakupy, jak każda kobieta, więc do sklepów też zaglądam. Jestem dość wybredną osobą, więc na ogół więcej jest wybierania niż kupowania. Mam za sobą dopiero pierwszy rok takiego podróżowania, więc na razie wciąż chłonę to wszystko. Nie mogę jednak wykluczyć, że za dwa czy trzy lata trochę się zmieni mój stosunek do tego.

A jakie miasto czy miejsce najbardziej zapadło w pamięć w ostatnim roku?

Marta: Od lat, nawet wtedy gdy pracowałam w banku, miejscem, do którego chętnie wracałam, był Nowy Jork. W tym akurat się z Mariuszem absolutnie nie zgadzamy, bo on nie lubi tego zgiełku, tłumu ludzi, smrodu. A mnie, nawet pomimo tego wszystkiego, w Nowym Jorku podoba się właściwie wszystko. Bardzo lubię też Miami i Indian Wells, to są dwa moje ulubione turnieje, no i przede wszystkim Australia z fantastycznymi ludźmi. Są bardzo otwarci, nie ma u nich sztuczności Amerykanów. Poza tym Sydney to chyba najładniejsze miasto, jakie znam. Jest czyste i przepięknie położone, co w połączeniu z wielką wodą robi niesamowite wrażenie.

http://www.sportowefakty.pl/tenis/2011/ ... owa-z-mar/


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:29 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lip 2011, 7:59
Posty: 6074
Cytuj:
Matka i Frytka: Ogień i woda

Z Mariuszem Fyrstenbergiem i Marcinem Matkowskim rozmawiają Aleksandra Depowska i Maria Kuźniar

Nie macie ochoty czasem się pozabijać?
M. Fyrstenberg: Czasem tak, ale nauczyliśmy się już schodzić sobie z drogi w odpowiednich momentach. Po prostu wiemy, kiedy dać sobie na wstrzymanie, kiedy się nie odzywać, choć to nie jest łatwe, bo spędzamy ze sobą mnóstwo czasu. Kiedy mamy siebie dość, jemy osobno kolację, inaczej spędzamy czas wolny.

Podobno jesteście jak ogień i woda?
M. Matkowski: Rzeczywiście, mamy zupełnie różne charaktery. Mariusz jest dużo bardziej opanowany na korcie i poza nim. Mówią, że to przez żonę, ale to nieprawda. Znałem go zanim jeszcze wziął ślub i zawsze taki był.
Początki łatwe nie były...
F: Faktycznie. Kiedy poznaliśmy się jako juniorzy, nie przepadaliśmy za sobą. Irytowaliśmy się wzajemnie, zdarzały się kłótnie. Teraz, po tylu latach wspólnego grania, zupełnie inne charaktery już nie przeszkadzają, a na korcie wręcz pomagają.

Jesteście już trochę jak małżeństwo?
M: Może trochę, chociaż aż tak blisko nie jesteśmy (śmiech).
Nie mieliście ochoty na mały „skok w bok”, na przykład granie w parze z Łukaszem Kubotem?
M: Ja nie. Jest dobrze tak jak jest, więc nie trzeba nic zmieniać. Był taki moment, że Łukasz i Oliver byli wyżej w rankingu, lepiej grali, ale nigdy nie mieliśmy momentu zawahania, nie było pomysłu, żeby może spróbować z kimś innym. Czasem on i Marach grają lepiej, czasem my, ale prezentujemy raczej zbliżony poziom.

Z kim, poza Kubotem, najlepiej się dogadujecie?
F: Z Danielem Nestorem i Nenadem Zimonjiciem. Od początku złapaliśmy z nimi dobry kontakt. Z Bryanami też, ale Amerykanie raczej trzymają się ze sobą, mają własną grupkę, poza którą rzadko wychodzą. Jakoś do Nestora i Zimonjicia jest nam bliżej.

Podobno nie darzycie zbyt wielką sympatią Leandra Paesa?
F: Chyba zrobiłyście niezły research! Rzeczywiście, z Paesem nie za bardzo się lubimy. Ma okropnie rozbudowane ego, taki typ gwiazdora – zresztą słusznie, bo wygrał już chyba wszystko.
Ale po finale w Pekinie bardzo was komplementował i dziękował, że promujecie tenis.
F: Pewnie dlatego, że wygrał (śmiech). Poza tym co innego mówi się mediom, a co innego dzieje się za kulisami. Paes zawsze wie, co powiedzieć w otoczeniu mikrofonów, zawsze wtedy komplementuje rywali, ale ważne jest też to, jak zachowuje się w osobistych kontaktach. Bo kiedy gasną flesze, znika też uśmiech i rozmowa wygląda już zupełnie inaczej.

A jak wyglądają wasze kontakty z singlistami? Przyjaźnicie się z kimś?
M: Dobrze dogadujemy się zwłaszcza z Philippem Kohlschreiberem. Ma świetne poczucie humoru. Poza tym trzymamy się z Polakami.
Jak sukcesy Agnieszki Radwańskiej i Łukasza Kubota wpłynęły na waszą karierę? Jesteście bardziej rozpoznawalni także dzięki singlistom?
M: Zdecydowanie tak. Na pewno szczególnie sukces Agnieszki spowodował większe zainteresowanie tenisem w kraju, a co za tym idzie, także deblem. To ona dostała się do czołowej „10” świata, co jest wielkim sukcesem. Jesteśmy jej za to ogromnie wdzięczni, zawsze będę to powtarzał.

Wy promujecie tenis na swój sposób...
M: Bo warto grać nie tylko na poziomie wyczynowym, ale także w ramach rekreacji. Tenis nie musi być sposobem na życie, wystarczy, że dla wielu ludzi będzie to po prostu dobra zabawa. Dzięki temu, że jesteśmy rozpoznawalni, mamy możliwość, żeby zarazić innych swoją pasją. Dlaczego więc tego nie robić?

Za 10 lat wciąż widzicie się jako grających profesjonalnie?
M: Na pewno nie. Pogramy jeszcze trzy, cztery lata, a potem decyzję o tym, czy zostać jeszcze w ATP Tour, będziemy podejmować z roku na rok. Po trzydziestce wiele będzie zależało od tego, czy nadal będziemy w stanie rywalizować z najlepszymi.
Jak na standardy deblowe wciąż jesteście młodzieniaszkami!
M: Dlatego zostawiamy sobie jeszcze te trzy, cztery lata. Reszta okaże się na bieżąco. Wiadomo, że każdy organizm reaguje na wysiłek inaczej. Może być tak, że będziemy wciąż wydolni, a sukcesy będą przychodzić. Zobaczymy.

Do tego czasu debel ma szansę stać się polską specjalnością?
F: Ma i byłoby dobrze, gdyby tak się stało. Już rok temu w Masters Cup w Londynie była nas trójka i śmialiśmy się, że jesteśmy najsilniej reprezentowanym państwem w deblu. Wspólnie z Łukaszem było nas więcej niż Amerykanów! Poza tym jest Tomek Bednarek i Mateusz Kowalczyk, którzy też pną się coraz wyżej. W kraju nie ma jakiegoś wielkiego przemysłu tenisowego, ale jest szansa, że nasze sukcesy rozpoczną efekt domino.

Czy presja nie była większa, zanim pojawili się Radwańska i Kubot?
F: Zupełnie nie. Nie mieliśmy myśli, że musimy wygrać, że jeśli nie dojdziemy do jakiejś określonej rundy, to będzie dramat. Graliśmy swoje, a oczekiwania kibiców raczej nas nie deprymowały.

Co jest dla was ważniejsze – medal olimpijski czy triumf w turnieju wielkoszlemowym?
F: Medal, jak dla każdego sportowca, jest bardzo ważny. Na igrzyskach w Londynie na pewno będziemy celować w podium. To dla nas tak samo ważne jak wygrana w Wielkim Szlemie.

Macie ulubiony turniej?
M: Lubimy Australian Open. Nie tylko dlatego, że to właśnie tam osiągnęliśmy najlepszy rezultat, ale to po prostu fajne zawody. Dobrze się tam czujemy, podobnie jak podczas US Open. Nie przeszkadzają mi zgiełk ani okrzyki z trybun. Lubię Manhattan i jego klimat.

Nawierzchnia też wpływa na waszą sympatię?
F: Na pewno w jakimś stopniu. Dobrze czujemy się na twardych kortach, na nich też odnosimy największe sukcesy. Nienajlepiej idzie nam na trawie, nasze wyniki na Wimbledonie mogłyby być lepsze. Wygraliśmy co prawda turniej w Eastbourne, ale tam trawa jest zupełnie inna niż w Londynie, znacznie wolniejsza. Na początku kariery najlepsze wyniki osiągaliśmy na ziemi, ale to wiązało się z tym, że na takiej nawierzchni przeważnie trenowaliśmy. Wraz z upływem czasu nauczyliśmy się grać na innych kortach, teraz ziemię lubimy, ale bez przesady.
Od kilku lat świetnie radzicie sobie pod koniec sezonu i właśnie wtedy zapewniacie sobie awans do turnieju mistrzów. Z czego to wynika?
F: Za każdym razem obiecujemy sobie, że o awans będziemy walczyć przez cały rok, żeby pod koniec być pewnym awansu i się nie spinać, ale wychodzi różnie. Sam nie wiem, z czego to wynika. Może z nawierzchni twardej, na której pod koniec sezonu gra się najczęściej. A może zachowujemy więcej sił od pozostałych par – trudno powiedzieć. Ale ważne, że nawet jeśli walka o turniej mistrzów trwa do ostatniego turnieju, presja nas nie spala.

Oglądacie czasem kobiecy tenis?
F: W życiu! To jest po prostu katastrofa.

Pod jakim względem?
F: Pod każdym, choć przede wszystkim tenisowym.
Nie chodzicie nawet na mecze Marii Szarapowej czy Any Ivanović?
F: Nawet (śmiech).
M: Jedyne, co z zaciekawieniem śledzimy, to mecze polskich zawodniczek: Agnieszki, Uli, deblistek, Andżeliki Kerber, Sabiny Lisickiej czy Karoliny Woźniackiej. W Pekinie byłem na jej wygranym meczu, dzięki któremu objęła pozycję liderki rankingu WTA. Byłem też na finale; to, co w nim pokazała, naprawdę robiło wrażenie. Warto było zobaczyć.

Skoro nie kobiecy tenis, to co robicie na turniejach w przerwach między treningami a meczami?
F: Często oglądamy inne mecze, inne dyscypliny. Ostatnio sporo piłkarskiej Ligi Mistrzów, a jak były mistrzostwa świata, akurat w czasie Wimbledonu, to zbieraliśmy się w „players’ lounge” na wspólne oglądanie z innymi tenisistami. Zawsze, przynajmniej w miarę możliwości, staramy się śledzić mecze reprezentacji Polski.
M: Teraz, przy okazji pobytu w Warszawie, kupiliśmy Play Station 3 i już wiemy, czym będziemy się zajmowali podczas następnych turniejów.

Podobno najpopularniejszą nowinką wśród tenisistów jest ostatnio iPad?
F: Marcin już ma. Mnie też zdarza się z niego skorzystać, bardzo fajna zabawa.
M: Brakuje mi polskich gazet, chociaż staram się to nadrabiać przez Internet. Chcę być na bieżąco z polityką, ekonomią, rozrywką...
F: ... erotyką (śmiech). Marcin właśnie szuka żony.
M: Chciałbym już założyć rodzinę, ale najpierw muszę znaleźć żonę.

A co robicie poza turniejami, kiedy macie czas wolny?
M: Głównie wybieramy spotkania ze znajomymi, tak jak choćby teraz, przy okazji krótkiej wizyty w Warszawie. W ciągu roku rzadko mamy na to czas.

Zdarza się, że ktoś z bliskich z wami podróżuje?
F: Moja żona bardzo często bywa na turniejach. Ostatnio była z nami w Azji, wybiera się też do Londynu, bo to w porównaniu z innymi miejscami dwa kroki, zaledwie dwie godziny samolotem.
M: U mnie największy staż ma siostra. W tym roku zaliczyła swoją ostatnią lewę Wielkiego Szlema, Nowy Jork, i jest druga osobą w rodzinie, której się to udało.

http://www.tenisklub.pl/?req=texts&textId=11451


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:29 
Offline

Rejestracja: 17 lip 2011, 8:19
Posty: 6423
http://dziendobrytvn.plejada.pl/28,4242 ... detal.html

Materiał z naszymi deblistami w Dzień dobry TVN.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 lip 2011, 19:30 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lip 2011, 7:59
Posty: 6074
Cytuj:
Jesteśmy jak bracia - rozmowa z Mariuszem Fyrstenbergiem, deblowym partnerem Marcina Matkowskiego

Na kilka dni przed wielkoszlemowym French Open, Mariusz Fyrstenberg jest spokojny o wynik. - Trochę brakuje nam ogrania, ale na formę nie narzekamy. Liczymy na dobry rezultat, a to oznacza przynajmniej półfinał - powiedział portalowi SportoweFakty.pl warszawski tenisista, który nie tylko ostro trenuje, ale zajmuje się również promocją tenisa. "Frytka" znalazł też chwilę czasu na wywiad, w którym ocenił dotychczasowe występy i opowiedział jak wyglądają jego singlowe pojedynki z Marcinem Matkowskim. - Jesteśmy Z Marcinem jak bracia, ale, żaden nie chce być tym gorszym - stwierdził.
Wojciech Potocki: Za tydzień rusza French Open, siostry Radwańskie już są w Paryżu, a wy zamiast tam trenować będziecie się bawić w tenisa na Warszawiance. Siemens AGD Tennis Cup 2011 to wydarzenie raczej z pogranicza zabawy i sportu. Lubicie tego typu eventy?

Mariusz Fyrstenberg: Z Warszawy mamy do Paryża dwie godziny lotu, więc spokojnie. Zdążymy (śmiech). A co do treningu, to zaraz idziemy właśnie na korty Warszawianki i będziemy ostro pracować.

Na piątkowej imprezie zagracie z Fabryce Santoro, czy z nim również zaplanowaliście wcześniej trening, na poważnie.

- Nie, skądże, on już nie ma w swoim kalendarzu czegoś takiego jak poważny trening. Przyleci w piątek popołudniu i obiecał, że na korcie da z siebie wszystko, a to przecież jeden z najefektowniej grających tenisistów. Co prawda zakończył karierę w 2009 roku, ale nic nie stracił ze swojej sportowej klasy. Zapraszamy więc na Warszawiankę, bo impreza będzie wspaniała. Przygotowujemy ją od kilku miesięcy i na pewno termin nie przeszkodzi nam w odpowiednim przygotowaniu się do Roland Garros.

Pierwszą część sezonu mieliście niespecjalnie udaną. Paryż wszystko zmieni? Podobno szykujecie się na zwycięstwo?

- Jeśli nie teraz to kiedy (śmiech) ? A poważnie mówiąc, mamy nadzieję, że tym razem zajdziemy wysoko. Półfinał były dla nas dobrym wynikiem, ale tak naprawdę to liczą się tylko zwycięzcy, więc my też chcemy w końcu wygrać turniej wielkoszlemowy. Jeśli nie w Paryżu to w US Open. W Wimbledonie, ze względu na nawierzchnię, nasze szanse będą mniejsze. Ale kto wie?

W tym roku już kilka razy słyszałem, że turniej Masters to nie jest dla was główny cel, że bardziej ucieszy was wygranie któregoś z turniejów zaliczanych do Wielkiego Szlema. Nie wierzę, przecież tych prestiżowych zawodów też jeszcze nie wygraliście.

- To prawda, ale do Masters możemy się dostać dobrze grając przez pozostałą część sezonu, a najwięcej punktów dają wielkoszlemowe zwycięstwa. Na pewno nie zrezygnujemy z wejścia do najlepszej ósemki sezonu. Jeśli jednak ktoś mnie męczy pytaniami, co jest najważniejsze, to wtedy odpowiadam, że zwycięstwo w Wielkim Szlemie. Na szczęście jedno nie wyklucza drugiego.

Pan mówi o zwycięstwie, ale ostatni egzamin na mączce, czyli turniej w Rzymie oblaliście. Odpadliście już w pierwszej rundzie. Jak to się ma w stosunku do tych zapowiedzi?

- No właśnie, ze względu na choroby, najpierw Marcina, a potem moją, wciąż brakuje nam ogrania. Musimy rozgrywać więcej pojedynków o wysoką stawkę, bo jeśli chodzi o naszą sportowa formę, to jest naprawdę wysoka. W Paryżu wiele będzie zależeć od losowania. Będziemy rozstawieni i mam nadzieję, że pierwsze rundy dadzą nam nie tylko zwycięstwa, ale też wiarę w siebie i to tak potrzebne ogranie na korcie.

Wcześniej osiągnięte wyniki nie satysfakcjonują ani was, ani kibiców, jest jednak coś, czego pewnie nigdy nie zapomnicie. W USA graliście z wielkim Rafaelem Nadalem.

- To prawda, graliśmy z nim i Markiem Lopezem w pierwszej rundzie Indian Wells. A Nadal, chociaż rzadko gra w debla, był naprawdę trudnym przeciwnikiem. To był ciężki mecz, przegrany w dwóch tie-breakach.

Coraz więcej tenisistów z pierwszej dwudziestki rankingu singlowego zgłasza się również do debla. Czy gra się z nimi tak samo jak z "zawodowymi" deblistami?

- Właśnie o to chodzi, że nie. To przecież najlepsi tenisiści świata w singlu, więc trzeba naprawdę wiele umieć, by pokonać ich w deblu. Są co prawda niezbyt zgrani z partnerami, ale czują kort i doskonale prezentują się od strony technicznej.

W Paryżu już w pierwszej rundzie możecie trafić na taką "singlową gwiazdę", bo ci zawodnicy nie mają wysokich miejsc w rankingu deblistów.

- Jeśli miałbym wybierać, to wolelibyśmy grać z prawdziwymi deblistami, ale rzeczywiście możemy trafić na wielkiego singlistę i wtedy trzeba będzie ostro walczyć. W Indian Wells do debla zgłosiło się aż 9 singlistów z pierwszej dziesiątki ATP. Trudno mi powiedzieć ilu zgłosiło się teraz.

Zanim jednak zagracie w Paryżu, na Warszawiance zobaczymy was obu właśnie w roli... singlistów. Będzie bój na serio?

- Zawsze tak gramy na treningach. Nie ma mowy o żartach, bo wtedy taka treningowa gra nic nie wnosi. Żartując na korcie nie stajesz się lepszym zawodnikiem. Owszem, jesteśmy można powiedzieć, jak bracia, ale żaden z nas, kiedy wychodzi naprzeciwko drugiego, nie chce być tym gorszym bratem, który przegrywa (śmiech).

Zakładacie się wtedy o coś?

- Zdarza się. Przeważnie ten, który przegrywa sprząta kort.

W najbliższy piątek będziecie mieli okazję do jeszcze jednego pojedynku. Tym razem będzie to "pojedynek na szosie". Będziecie się ścigać samochodami Lexusa wokół kortów Warszawianki.

- Już od kilku tygodni o tym rozmawiamy i każdy z nas chce wygrać. Ja chciałem nawet kupić sobie książkę "Jak zostać rajdowcem w weekend", ale nie ma nic takiego w księgarniach (śmiech). Poważnie mówiąc, obaj lubimy jeździć samochodami i trudno wytypować zwycięzcę. Marcin mówi, że on będzie lepszy, ale to nieprawda. Wygram z nim spokojnie (śmiech).

http://www.sportowefakty.pl/tenis/2011/ ... iem-deblo/


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 24 sie 2011, 19:12 
Offline
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 sie 2011, 9:08
Posty: 14017
Cytuj:
Fyrstenberg: Fundujemy nagrody dla zwycięzców turnieju Tomaszewski Cup by BNP Paribas

Obrazek

Jeden z najlepszych polskich deblistów, Mariusz Fyrstenberg, choć nie zagrał w turnieju o puchar redaktora Tomaszewskiego, funduje nagrody dla zwycięzców tego międzynarodowego turnieju kadetów z cyklu Tennis Europe.
- Byłem już nawet na liście, ale niestety nie dotarłem. Może zwycięstwo w singlu odmieniłoby moją karierę - opowiada Fyrstenberg o turnieju. - Kiedy byłem młody, miałem te 15 czy 16 lat, nikt nie marzył, że w nagrodę za zwycięstwo w turnieju można dostać kontrakt na sprzęt. Taka nagroda to ogromne wsparcie dla młodych tenisistów - mówi. Tegoroczny turniej imienia Bohdana Tomaszewskiego jest bowiem wyjątkowy z powodu nowego sponsora, a także nagród dla zwycięzców. Oprócz nagród rzeczowych (w tym telewizory i sprzęt sportowy), polscy zwycięzcy w singlu i deblu otrzymają 2-letni kontrakt na sprzęt od firmy Donnay! Czyli w sumie Polacy mogą wyjechać z Warszawy z sześcioma kontraktami!

- Jestem warszawiakiem, więc mam do tej imprezy bardzo emocjonalne podejście. Cieszę się, że turniej się rozwija, uważam, że jest coraz lepszy. W tym sensie Tomaszewski Cup by BNP Paribas to już nie ten turniej co kiedyś, w pozytywnym tego słowa znaczeniu - mówi Fyrstenberg, zawodnik Siemens AGD Tennis Team Polska. I to właśnie koszulki Teamu postanowił podarować jako nagrody na turnieju singla. Ich wręczenie odbędzie się podczas ceremonii zamknięcia turnieju w niedzielę 28 sierpnia. Kontrakty na sprzęt tenisowy ufundował dystrybutor Donnay Polska, firma Sovit PH oraz MT Academy.

Mariusz Fyrstenberg i jego partner Marcin Matkowski są już w Nowym Jorku, gdzie przygotowują się do wielkoszlemowego US Open. Intensywnie trenują na Flushing Meadows pod okiem swojego trenera Radosława Szymanika.


http://www.sportowefakty.pl/tenis/2011/ ... ju-tomasz/

_________________
http://www.sportowefakty.pl/tenis

MTT career highlights (13-7):

2017: WTF (W), Sztokholm (W), Hamburg (W), Stuttgart (W), Acapulco (W);
2016: WTF (F), Basel (F), Cincinnati (W), Roland Garros (F), Marsylia (W), Doha (W);
2015: WTF (W), Basel (W), Winston-Salem (W), Hamburg (W), Wimbledon (F), Stuttgart (W), Monte Carlo (F), Indian Wells (F);
2014: Halle (F)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re:
PostZamieszczono: 30 sie 2011, 10:53 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 sie 2011, 17:43
Posty: 1043
Dzisiaj nasz debel gra z deblem Sweeting i Shabaz. Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski są rozstawieni z numerem 6.

_________________
RUCH CHORZÓW


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 31 sie 2011, 12:20 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 sie 2011, 17:43
Posty: 1043
Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski wygrali 4-6 6-2 6-1. Ledwo.

_________________
RUCH CHORZÓW


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 06 wrz 2011, 17:03 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lip 2011, 7:59
Posty: 6074
Polacy wygrali w 2 rundzie z Julianem Knowlesem i Horacio Zeballosem 6-4 6-1. Natomiast w 3 rundzie wyeliminowali parę Delgaro/Marray 6-7(5) 6-2 6-3. O półfinał powalczą z najwyżej rozstawioną parą, która pozostała w turnieju - [4] Bhupathi/Paes. Będzie trudno, ale nasi nie są bez szans. Trzymamy kciuki. ;-)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 06 wrz 2011, 17:10 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 sie 2011, 17:43
Posty: 1043
Mam wielką nadzieję, że nasi wygrają ten mecz. Nareszcie by się podbudowali, bo w tym sezonie im nie idzie.

_________________
RUCH CHORZÓW


Na górę
 Wyświetl profil  
 
PostZamieszczono: 08 wrz 2011, 21:09 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lip 2011, 7:59
Posty: 6074
:ok: :ok: :ok:

Cytuj:
TAK! Kolejne zwycięstwo i ostatnia prosta do finału.

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski pokonali w ćwierćfinale wielkoszlemowego US Open parę Mahesh Bhutaphi/Leander Paes (Indie, 4) 6:4, 7:6 (7-4) i awansowali do najlepszej czwórki nowojorskiego turnieju. To pierwszy półfinał polskiej pary od 2006 roku, gdy nasz debel zaliczył udany występ podczas Australian Open.

Mecz był niezwykle wyrównany. W ciągu całego pierwszego seta kibice zobaczyli tylko jedno przełamanie, które dało zwycięstwo 6:4 Fyrstenbergowi i Matkowskiemu. W drugiej partii żaden z debli nie odebrał natomiast drugiemu serwisu i o wszystkim miał zadecydować tie break. W tym ponownie górą byli Biało-Czerwoni.

- Cieszymy się z tego zwycięstwa, zagraliśmy zdecydowanie najlepszy mecz turnieju... najlepszy mecz od wielu tygodni. I o to chodzi, rozkręciliśmy się tu w Nowym Jorku. To nasz najlepszy wynik od 5 lat w Wielkim Szlemie. A nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa - obiecał w wypowiedzi dla Onet.pl Mariusz Fyrstenberg.

Zachwycony był również trener Radosław Szymanik:
- To najlepszy mecz naszych na turnieju. Fantastycznie serwowali, byli kosmicznie skuteczni na siatce a przede wszystkim trzymali dyscyplinę taktyczną. Zagrali ze starymi lisami jak by nimi sami byli - powiedział.

Polska para jeszcze nigdy nie dotarła do finału turnieju wielkoszlemowego. W Nowym Jorku nadarzyła się zatem okazja, by rozstawieni z numerem 6. Fyrstenberg i Matkowski sięgnęli po życiowy sukces. Aby tak się stało, nasz debel musi wyeliminować w półfinale zwycięzców rywalizacji Rohan Bopanna/Aisam-ul-haq Qureshi (Indie/Pakistan, 5) - Colin Fleming/Ross Hutchins (Wielka Brytania). Zdaniem Marcina Matkowskiego, Polacy mają szansę pokonać i tę przeszkodę.

- Zagraliśmy bardzo dobrze, był bardzo wyrównany mecz, ale udało nam sie wygrać. Jesteśmy zadowoleni, ale teraz następny mecz. Jeśli zagramy swój dobry tenis, powinno być dobrze.

Wynik meczu ćwierćfinałowego:
Mariusz Fyrstenberg/Marcin Matkowski (Polska, 6) - Mahesh Bhutaphi/Leander Paes (Indie, 4) 6:4, 7:6 (7-4)

http://www.matkowskifyrstenberg.com/akt ... inalu.html


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 120 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
POWERED_BY